Alternatywa okiem PIH’a

1
PIH To nie jest hip hop felieton rapgra portal o rapie hip-hop

Sezon festiwalowy trwa w najlepsze, praktycznie w każdym zakątku naszego kraju możemy znaleźć jakąś większą rapową imprezę.

 

Świetna sprawa, nie samym Kempem żyje człowiek, a też nie zawsze ma czas/pieniądze/możliwości, żeby zahaczyć o urokliwe miasteczko Hradec Kralove. Nysa czy Płock to zaledwie wierzchołek góry lodowej, nad Wisłą mamy tego coraz więcej. Jednak w pewnym momencie pojawia się problem, porównując większość line-upów dojdziemy do wniosku (przynajmniej ja), że większość wykonawców się mocno powtarza, a wrażenia z imprez będą raczej opierać się na samych aspektach organizacyjnych niż na muzyce, która przecież powinna być w tym wszystkim najważniejszym elementem. Oczywiście, Polska jest wielokrotnie mniejsza od Stanów i pomimo wrażenia, że co piąta osoba mijana na ulicy może być raperem, scena jest nieduża. Czy jednak tych X raperów to wszystko, co mamy do zaprezentowania?

Quebonafide - Rapgra - portal o rapie, hip-hop PIH
Cały ten wstęp w zasadzie jest dygresją, chciałbym poruszyć inną kwestię, na którą festiwale mnie skierowały. Nasza scena jest zbyt zamknięta. Zbyt bezpieczna i hermetyczna. Czyja to wina? To jest już temat na inny raz. Dzisiaj skupię się na pewnych nurtach. Daleki jestem od psioczenia na trendy w muzyce, coś jest popularne, jest tego więcej, finalnie się nudzi i przychodzi coś nowego. Żadne odkrycie, tak się działo i będzie dziać. Szczególnie, że od jakiegoś czasu, jakkolwiek prawilnie by się ktokolwiek wzbraniał, rap to muzyka popularna. Rządząca się jednak troszkę innymi prawami.

Wyroki rapowych słuchaczy potrafią być bezwzględne, niesprawiedliwe i często memiczne. Ignorancja i przerysowanie niektórych sytuacji dosyć często popada w groteskę, co często wiąże się z krzywdzącymi opiniami. Raperzy boją się eksperymentować z formą, obawiając się wyroku „internetowej ulicy”. Wielką aferą jest fakt, że Taco nagrał nowoszkolny album, podczas gdy kolejny młodziak krzyczy do mikrofonu, jak bardzo jest fresh, nawijając przy tym bliźniaczo podobnie do swoich dziesięciu kolegów po fachu.

Nowy kolor - Otsochodzi felieton rapgra portal o rapie hip-hop PIH
[FELIETON] Taco Hemingway & Otsochodzi – Nie bójmy się pójść naprzód! (kliknij)
Mamy też swoich muzyków alternatywnych, jednak przez skalę, o której wspomniałem w pierwszym akapicie, często pozostają w niszy, słuchani przez garstkę zapalonych fanów. Ci albo trendy wyprzedzają, albo robią coś z zupełnie innej planety i z założenia jest to chujowe, ponieważ jest inne. Wystarczy porównać sobie cyferki, jakie kręcili chłopaki z Afro Kolektywu czy Bakflip z dzisiejszymi singlami. Miałem nie mówić czyja to sprawka? Trudno, wszystko rozbija się o słuchaczy. Wiadomo, że trzeba rozdzielić hejt i krytykę, które ze sobą mają wspólnego tyle co wrzątek i Muszynianka. Niby woda, ale jedno pije się troszkę przyjemniej. Świetnym przykładem będzie zeszłoroczne „Ała.”, o którym opinie były zupełnie spolaryzowane. Według jednych był to album ciężki, asłuchalny, a sam Mes poczuł się zbytnio jak „artysta” (w opiniach tego typu to słowo często padało w pejoratywnym kontekście… żeby każdy był tak obrażany :). Według innych był to duży krok do przodu, ewolucja w muzyce, pomost pomiędzy rapem i „resztą świata” itd. Pomimo podzielonych zdań, zostało to Typowi względnie wybaczone, bo to on. Gość, którego 1/4 dyskografii to klasyki, a tak poza tym, to zawsze lubił udziwniać, więc jest spoko.

Co jednak w tym momencie mają powiedzieć ci mniej znani, ci którzy od zawsze robili bardziej „artystyczne” rzeczy i są w świadomości ledwie garstki ludzi? Ci oceniani przez rapowego słuchacza z perspektywy, którą łatwo można podsumować sławnymi słowami Piha –

„To nie jest hip-hop…”

Generalizuję, bo takie moje prawo, ale niestety alternatywni wykonawcy w rapowej konwencji nie mają dużo miejsca na naszej mapie. Znajdą się czasem wyjątki, którzy z jakiegoś powodu wyjdą poza środowisko i sprawa wygląda trochę inaczej (patrz Taco, Problem), ale jednak są to tylko krople drążące skałę.

Przez słuchaczy artyści często boją się wyjść z bezpiecznej strefy, przypomnijmy sobie casus Zeusa, który swoim emo lookiem i gitarowym brzmieniem najpierw podzielił swoich fanów, by następnie sprowokować do refleksji. Założenia wypełnione w stu procentach. Teraz dobrze?! Szczerze mówiąc, to jedna z moich ulubionych akcji promocyjnych do dzisiaj, a i płyta dosyć często wraca na obroty.

Jaki Waszym zdaniem poziom trzyma polska scena, z braku innego słowa, okołorapowa i jaki macie do niej stosunek? Od siebie mogę podzielić się niedawnym odkryciem – płyta „Save it for yourself” Michała Tomasika (wcześniej T.O.M.S.), która swoim bogatym, eklektycznym brzmieniem zahacza o masę gatunków, a jednak jest to prawdziwy kawał rapu z krwi i kości. Bo przecież hip hop z założenia czerpie garściami od innych rodzajów muzyki, więc pamiętajmy o tym następnym razem, kiedy do ucha będzie nam szeptał ten mały PIH z ramienia. Nie bądźmy ignorantami!


Jarasz się dobrą muzyką? Polub Nas!

1 KOMENTARZ

  1. JEZU WRZUCAJ JAKIEŚ OBRAZKI JAK PISZESZ DŁUŻSZY TEKST CZŁOWIEKU TO JEST PORTAL Z NEWSAMI A NIE GAZETA WYBORCZA

Comments are closed.