FENO – MINIWYWIAD

0

Cześć. Prezentujemy wywiad z Feno – członkiem Hashashins, który w tym roku wyskoczył ze swoim debiutem „Poszukiwacze innego podejścia„.  Recenzję znajdziecie TUTAJ.

  • Jak się czujesz?

Zazwyczaj czy w tym konkretnym momencie?

  • Teraz!
Średnio, bo nie spałem całą noc, a od paru dni sypiam jakoś od 8 do 16.
  • Skończyłeś swoją pierwszą płytę. Jesteś zadowolony z przebiegu pracy nad albumem? Czy minęło już dość dużo czasu, byś mógł wskazać swoje błędy w czasie nagrywania?
Jeśli chodzi o część tylko muzyczną, to jak najbardziej, z Ramzem dopiero tak na prawde poznawaliśmy się podczas tworzenia materiału, a pierwszy raz miałem okazje współpracować z producentem, ktory tak dobrze kumał moje fazy muzyczne i był na tyle otwarty, żeby brnąć w to ze mną. Wspominam to świetnie, jak już przygotowaliśmy próbki bitów i miałem w większości napisane teksty (bo zdarzały się takie akcje jak refren w Oldej) to zamknęliśmy się na tydzień w studio.


Siedzieliśmy od rana (w moim wypadku to oznacza godzinę 14) i rozchodziliśmy się wieczorem w zasadzie tylko po to, by spać, a na następny dzień to samo. Intensywny tydzień, myślę że obaj byliśmy po tym maratonie muzyki i miękkich używek dość zmęczeni, ale w taki zdrowy sposób.
Natomiast kwestie dotyczące dystrybucji, tłoczni, etc. kompletnie mnie przerosły, bo postanowiłem, że zajmę się tym osobiście, a jestem awatarem dysorganizacji.
  • Jesteś w stanie zdefiniować swoją stylistykę?
Gdy Soundcloud zapytał mnie o to, wpisałem w rubryczce ‚rap alternatywny’. Ciężko mi to określić, ponieważ w pewnym momencie przestałem dzielić muzykę na gatunki. Muzyka jest tak plastyczna, że możesz ulepić dowolne dzieło. Raczej dzielę ją na tą dobrą i tą kiepską… więc moja stylistyka jest po prostu dobra 😀
  • … a gdyby przestać używać określeń typowo muzycznych?
Chaos.
  • Niektórych to rozbawi, ale muszę zapytać – czy czujesz nadal korzenie hiphopu w swojej muzyce? Na ile jesteś związany z przeszłością tej muzyki? Przy okazji, możesz podać parę ksywek których ostatnio słuchasz.
Czuję, wiele osób zarzuca mi, że to nie jest hip-hop, aczkolwiek hip-hop to był głos buntu, a myślę, że moja muzyka własnie tym jest – jednym wielkim buntem. Czasem nawet zdarzyło mi się pobazgrać szprejem. 
Ostatnio słucham bardzo mało rapowych rzeczy, bo rap raczej mnie nie zaskakuje.
Ostatnio na słuchawkach Ghost BC i świetna laska – Billie Eilish. Od roku rozkminiam też grime – napierdalają na innej podziałce i jako challange ustaliłem sobie ją opanować.
  • Dokąd nocą tupta jeż?
Hmm, to prawosławny jeż, więc pewnie emigruje z państwa, gdzie na takich jak on czekają tylko represje. Do jakiegoś przyjaznego jego wyznaniu miejsca. Do klubu dla gejów.
  • Opowiedz, proszę co i jak z klipami. Według gawiedzi biją na łeb wszystkie wielkie labele. Wszystko to twoje pomysły?
To kolejny z moich szczęśliwych trafów w życiu. Mam jakąś tendencje do spotykania na swojej drodze takich ludzi, którzy mi odpowiadają. Nigdy nie byłem fanem klipów, tak zwanych „łapomachów”. Zawsze byłem zdania, że nie ma to jak dobra historyjka, która nawet niekoniecznie jest jakoś bardzo związana z utworem (ale to już zależy). Gdy zaczynałem współpracę z Hasha, to w tym samym czasie do papy Dawida odezwał się Dominik, czyli reżyser ówczesnego JBC Videos (dzisiaj Filmfinity). I razem z Sebą (montażystą) wyznawali podobny pogląd. Chłopaki odjebali świetną robotę, tym bardziej, że budżet był mocno ograniczony, jak to zwykle bywa na początku drogi.
Szybko złapaliśmy wspólny język i nawet chwile pracowałem z nimi ucząc się na operatora. Stałem za kamerą np podczas pracy nad teledyskiem Oxona do numeru ‚Za kogo się masz’. Ogólnie kinematografia to zawsze była druga największa zajawka po muzyczce, więc w swoich projektach chciałem łączyć te dwie pasje, ale w „Oldej” i „Marionetkach” chłopaki tez byli w zasadzie na początku drogi. Jest tam pare blobów, ale z sentymentu i przez zajebiście spędzony czas na planie kompletnie przestało mnie to razić…
…no ale końcówki w obu zjebaliśmy xD
  • Cieszy mnie bardzo, że ktoś w tym smutnym jak pizda kraju bawi się w gitarowe podkłady. Mimo wszystko relatywnie do melorecytacji mało śpiewasz na tej płycie. Myślałeś o delikatnym przebranżowieniu?
Większość ludzi raczej jak coś zarzuca, to własnie to, że tego „rapu” jest mało, aczkolwiek wydaje mi się, że w Polsce, jeśli ktoś słyszy gitarowy podkład to z miejsca uznaje, że to nie jest rap. Śpiewu jest w sumie całkiem sporo, raczej miał być taką wisienką,
dlatego refreny są śpiewane. O przebranżowieniu nie myślałem; życiu działam raczej bardzo spontanicznie.
Śpiewane partie piszę mi się dużo łatwiej niż rapowane partie. Wynika to pewnie z tego, że często gdy słyszę bit to od razu mam sto melodii w głowie, a ze zwrotkami to bardziej skomplikowana sprawa. Tym bardziej że kładę duży nacisk na to, żeby te zwrotki były ciekawie poskładane, techniczne i flołowo najlepiej jak najbardziej niestandardowe, tak, żeby nawinąć tak jak nikt jeszcze nie nawinął.
Brzydzę się kwadratopisarstwem, jest okropnie nudne. Słuchałem kiedyś strasznie dużo dubstepu i to otworzyło mi oczy na to jak bardzo można się muzyką bawić, wyklepanie 16tki napisanej tak, że każdy wers brzmi tak samo jest przekurewsko nudne do słuchania,
dlatego gdy zacząłem mieć problemy z policzeniem wersów, byłem mega zadowolony z tego powodu 😀
  • Podczas pracy krążył nad twoją głową jakiś koncept, czy faktycznie wszystko spontanicznie?
Niby mógłbym powiedzieć, że spontan, ale ‚Poszukiwacze’ to trochę taka płyta, jakbym w tamtym danym okresie czasu wpiął pendrive w swój mózg i zgrał aktualne dane na nośnik
wszystkie moje ówczesne przekonania, bolączki etc. Swoją drogą, bardzo mi ta płyta pomogła w zrozumieniu samego siebie. Jestem raczej mocno depresyjnym typem gościa, który mimo wszystko nie przejmuje się problemami, więc raczej taki weltschmerz. W momencie gdy wyrzuciłem z siebie wszystko co mnie gryzło, a rozstałem się wtedy z dziewczyną więc tego brudu było dość dużo, spojrzałem na to z boku; bardziej obiektywnie.
Wokale skończyliśmy rejestrować w sierpniu 2017. Dzisiaj gdy słucham tej płyty, sporo się pozmieniało w mojej głowie, ale kamień duszy pozostaje dalej taki sam 😀
Ostatecznie wyszło mi to na dobre. Nawet porwałbym się na stwierdzenie, że sam sobie zafundowałem taką mini psychoterapię. Dlatego mega się jaram robieniem muzy, bo nie dość, że cały czas rozwijam się artystycznie, to też staję się bardziej świadomy samego siebie. Plus – to mega frajda sobie tak wydawać dźwięki do rytmu, hehe.
  • Pytanie rozległe w kurwę, ale gdzie celujesz ze swoją twórczością?
Celowość tworzenia muzyki w moim wypadku jest taka, że tak jak już wspomniałem, kiedy piszę teksty, poruszam problemy, które spotykam na swojej drodze. Spisuję swoją perspektywę na przeróżne sytuacje życiowe i niekiedy dochodzę dzięki temu do jakichś wniosków. Często wspominam o jakiś swoich spostrzeżeniach i w sumie w mojej muzyce jest tylko tyle – moja walka z codziennością i problemami. Mam takie podejście, że gadam po prostu o tym co widzę, czuję i o tym, czego się uczę a może akurat ktoś słuchając jakiegoś mojego numeru usłyszy coś przez co pomyśli „Oj nie myślałem nigdy o tym w ten sposób” i przez to dojdzie do konkluzji, która w jakiś sposób ułatwi mu żyćko. To chyba własnie jest ta celowość. Jestem mega wkręcony w psychologię, ale nie tak, że się jej uczyłem, tylko od dzieciaka, wchodząc w interakcje z ludźmi patrzyłem na nich analitycznie, pod tym kątem. Po prostu chciałem ich zrozumieć, później tą taktykę zacząłem stosować na samego siebie. Codziennie rutynowo podważam swoje poglądy, zastanawiam się nad tym jak myślę o rzeczach i dlaczego tak o nich myślę i często robię to nad kartką.
Więc celowość? Hmm.. przede wszystkim robię to dla siebie, bo daje mi to mega satysfakcję i pomaga mi pogrzebać gdzieś na dnie mojej brudnej czornej duszy 😀
Gdzieś tam w środku jest taka misja, że chciałbym podać na tacy ludziom, którzy trafili na moje numery jakieś wnioski do których sam dochodziłem długi czas. Nie narzucam swoich poglądów, jedynie dzielę się swoimi. A nuż ktoś coś z mojej głowy zaadaptuje do codzienności.
Często ludzie, gdy mają jakieś problemy to płaczą z tego powodu, że te problemy mają i popadają w taką skrajność, że użalają się nad sobą, że znowu ich coś złego spotyka, a bo to już piąty raz w miesiącu kłócę się z koleżką, a bo nie zdałem prawa jazdy po raz czwarty, a kolejny egzamin upierdoliłem na studiach.
Wpadają w takie błędne koło gdzie skupiają się na tym, że ten problem jest i ubolewają nad tym, zamiast wziąć się w garść i ten problem wyrwać z korzeniami i wypierdolić gdzieś daleko poza granice swojej codzienności.
To jest ta misja, myślę, że w dzisiejszym świecie, gdzie wszyscy cały czas zapierdalają, wszędzie się gdzieś śpieszą: rano śpieszą się do pracy, po pracy do domu, żeby sobie szybko zjeść obiad spieszą się z gotowaniem, żeby poleżeć chwile, podczas leżenia myślą o tym, że pasuje już się niedługo zbierać, bo jadą na trening, na treningu myślą o tym, że muszą jeszcze ogarniać sprawozdanie z roboty, wiec zapierdalają do domu z treningu, spieszą się ze sprawozdaniem bo już późno, a rano trzeba wstać do pracy i tak dalej.
Nie mają takiego momentu, w którym mogą usiąść na spokojnie i pomyśleć nad sobą, zrozumieć siebie, przez co przejmują się pierdołami bo np. nigdy nie zadali sobie pytania „co mnie to kurwa obchodzi co Staszek i Szczepan o mnie myślą, skoro po ostatnim roku studiów już ich nigdy w życiu najprawdopodobniej nie zobaczę”.
Strasznie dużo czasu marnujemy na błahostki, a przecież można w tym czasie gonić marzenia i się spełniać 😀
Nie chcę nikogo uczyć żyć, dzielę się jedynie przemyśleniami ?
To czy ktoś się z nimi zgadza czy nie to subiektywna sprawa każdej osoby, a jakbym miał w jednym zdaniu rzucić jakimś takim hasłem, które jest motywem przewodnim
to byłoby to:
„Zacznij kwestionować wszystko, co bierzesz za pewnik, bo może się okazać, że sam sobie mydlisz oczy”.
  • Jak masz zamiar poradzić sobie z kurewską rzeczywistością muzyki alternatywnej i tym jak ciężko jest się przebić do słuchaczy?
Nie wiem jak to mam zrobić, nie zastanawiam się nad tym, czy ktoś się będzie tym jarał czy nie. Robię swoje, coś co mnie cieszy w tym smutnym łez padole. Całkowicie się temu poświęciłem i jedyne co mam w głowie, to żeby robić muzę, haha. Myślę, że jak wkładasz w coś 100% siebie to jesteś na tyle szczery ze światem, że to zostaje docenione. W chuj bym chciał robić pengę z muzy, tak, żeby móc się skupić tylko na tym. Wiadomo, że artyści grają ku uciesze widzów, ale gdy zaczynają robić to tylko z tego powodu, to jest to mega słabe. Ja ogólnie jestem taką osobą, że nie pcham się nigdzie na siłę i znajduje to odzwierciedlenie w moim podejściu do muzyki: Nie chcę nikomu wmawiać, że to co robię jest spoko.
Jak ktoś poczuje że to jest zajebiste, to zapraszam
w podróż ze mną.

 

Przed wami zaledwie namiastka tego, co do powiedzenia ma Feno. Zapraszamy do sprawdzenia recenzji płyty „Poszukiwacze innego podejścia„!