FENO – Poszukiwacze innego podejścia – RECENZJA

0

BALLADA ZEGARMISTRZA

Feno to gracz którego dotychczas mogliście poznać głównie za pośrednictwem kanału Hashashins. Dziś przychodzi czas na jego pierwszą płytę.

KUPUJCIE PŁYTĘ!

„Poszukiwacze innego podejścia”

Tracklista:
1. Ballada Zegarmistrza
2. Oldej
3. Nie pytaj /feat. Soultake
4. Liczby mnogie
5. Władca marionetek /feat. Oxon
6. Black Dot
7. Przeciwne bieguny
8. Te sny
9. Hepiend

Muzyka Feno jest specyficzna. O tym, że płyta nie jest tworem dla każdego przekonamy się od samego intra, które skutecznie nakreśla całokształt „Poszukiwaczy„.

W mojej świadomości figuruje kilka takich albumów, które są dokładnie takie, jakie być powinny. Lubię ten stan rzeczy, gdydy mam dokładnie pół godziny na ulubioną EPkę i mogę rozkoszować się całością tego przeżycia i wyciągać z nagrania dokładnie to, czego potrzebuję. Poszukiwacze innego podejścia to płyta, która gwarantuje podobne odczucie. Jest spójna, konceptowa, wyrównana i przemyślana.

Cała płyta przeplatana jest szeregiem skitów, które obrazują tytułowe „poszukiwania”. Świetna sprawa, bo dzięki nim znamy okoliczności powstawania płyty. Faktem brutalnym jest to, że każda płyta która bazowo zawiera częste skity lub hosting po prostu szybciej się nudzi. W tym wypadku jednak toczona jest pewna historia z punktem kulminacyjnym.

Cieszę się, że Feno zrealizował tytuł płyty w 100%. „Poszukiwacze” to idealne słowo, które określa stosunek tego twórcy do muzyki. Autor poszukuje sedna i punktu zaczepienia w świecie, w którym każdy artysta mimo pozornej różnorodności nie wnosi do gry zupełnie niczego ciekawego.

Całość jest bezpruderyjna. Feno nie bawi się w głupie obchodzenie tematu i klasycznie, braggowo potępia zachowania innych raperów. Ta fanfaronada nie ma końca, i dobrze, bo pierwszy raz od lat poczułem, że ktoś, kto tak łapczywie przechwala się w swoich trackach jest faktycznie pewny tego, co mówi.

Jest to największa tekstowa zaleta – Feno ani na moment nie przestaje drwić z innych twórców i robi to w wyjątkowy sposób. Nie używa poważnych porównań, które zwykle u innych przyprawiają mnie raczej o tonę żenady niż o poczucie respektu.

6. Black Dot. Ewenement.

Zdecydowanie najlepszy numer z płyty, który jest przebiciem wszystkiego, co najważniejsze w tej muzyce. Przyznać Nobla i pocałować w policzek.

Bity? Hołd dla Marylina Mansona (Track 8 – „Te sny„) jest wyprodukowany tak dobrze, że gdy pierwszy raz usłyszałem całość po miksie byłem autentycznie w szoku. Po prostu słychać, że Feno obcował cały czas z kimś, kto rozumnie dobierał efekty do wokalu.

Ostatni track „9. Hepiend” jest wspaniałym podsumowaniem. Zawiera ścieżki rozmów nagrane podczas produkcji, oczywiście odpowiednio spreparowane. Przypomina mi klasyki The Offspring. Dla niektórych dzisiaj ten zespół oznacza potworną dziecinadę, lecz przyznać musicie, że klimat ich muzyki kojarzy się jednoznacznie z jazdą na desce i discmanem przypiętym do paska ubrudzonych szortów. Ten numer czyni płytę napadem na konwencję, i dobrze, bo womit paskudny mnie bierze podczas słuchania płyt w schemacie – mocne intro, dwa bangery, jakaś życiówka i outro które będzie identyczne jak intro, bo przecież dzisiaj każda płyta to KONCEPT!

Nie byłbym sobą nie wspominając o klipach, nawet jeżeli nie są one formalnie częścią płyty. Jak na podziemnego artystę – są na potwornie dobrym poziomie. Odpowiada za nie JBC Videos. Przede wszystkim – jest pomysł i to konsekwentnie przeprowadzony. Mimo tego że dla mnie zawsze proste klipy, sprokurowane gdzieś po godzinach pracy na laptopie kolegi są najciekawsze – niewątpliwie godny uwagi jest fakt, że Feno w obliczu dość krótkiej kariery zdecydował się na start od takiej jazdy.

Jeśli chodzi o występy gościnne – Oxon jest moim małym gigantem – od początków swojej działalności lepił się gitarowych sampli jak i „żywych” gitar. Nieprzypadkowo zatem znalazł się na płycie, na której ten instrument jest rdzeniem i główną osią poczynań Feno. Soultake (drzewiej – Baku) znany być może przez ten najgłębszy rodzaj podziemia. Poprzednie kawałki ociekają „hiphopem”, czego nie sposób oceniać w sytuacji, gdy zwrotka w numerze „03. Nie pytaj” dobrze komponuje się z resztą materiału.

Feno to wyjątkowy podkatunek polskiego leniwca, lecz mimo tego, że zwlekał z puszczeniem płyty tygodniami – to jeden z tych tworów, którego świeżość przetrwa z zajawionym słuchaczem długo. Takie wojaże muzyczne zdecydowanie się opłaciły. Oko samo przymyka się na kilka niedociągnięć związanych z tekstami, ale szczerze mówiąc – nie jest to żaden problem. Pęd płyty wyrównuje wszelkie zgrzyty.

Nie ma to względem powyższej recenzji żadnego znaczenia, ale strasznie chce mi się pić, lecz jestem zdecydowanie zbyt leniwy żeby iść po wodę do sklepu.

Ocena: 5/5 – wszystko, czego potrzebowałem od pierwszej płyty tego człowieka.


Feno:
Facebook
Instagram
Youtube (kanał Hashashins)

Niezastąpiony Ramzes:
Facebook
Youtube

Soultake:
Facebook

Oxon:
Facebook
Youtube