Guzior – EVIL THINGS – Recenzja

0

GUZIOR EVIL THINGS

recenzja

Cover płyty przypomina bazowym zamysłem poprzednią płytę, bo w środku mieści się ludzka głowa (tym razem – samego Guziora). Całość wykonana jest metodą chaotycznego kolażu, który przypomina technikę cut-up. Można dzięki temu domyślić się, jaka treść wypełni krążek.

Traclista:

1. Uppercut
2. WIFI
3. Ninja
4. Płuca zlepione topami
5. Nie pytaj, czy wniosę ten krzyż
6. Tatuaze Z Henny
7. Kevlar
8. MikMik
9. Blackout
10. Spadnie deszcz
11. Pluca Zlepione Topami (REMIX)

Guzior, Guziorek. Guzik. Guziczek. Mateusz, „co chodzi se w Bluzie„. Chłopina zwojował moje serce, gdy pierwszy raz usłyszałem go w ramach gościnnego występu na płycie Quebonafide – „Ezoteryka” (12. „Kyrie Eleison”). Track działał na kanwie zderzenia świata mistycznego z zamuloną codziennością. Mimo niewłaściwej chronologii względem mojego sposobu poznawania twórczości Guziora – każdy kolejny przesłuchany numer przesuwał na moje pole widzenia (…lub słyszenia!) ogromną soczewkę wywołującą efekt slow-motion. Czułem się jak po zażyciu fajkowego ziela w ilości hurtowej – ale, niestety, na trzeźwo.

Płytę ylloM dostałem w preorderze. Mimo tego, że choćby track 2. Rise miał potężne przyspieszenia, a numer 10. Venice Beach nie ustępował definicji „bangera” – przesłuchiwanie całej płyty było za każdym razem ucieczką w krainę zamulonych, niskich częstotliwości. Z mojej, czysto muzycznej perspektywy – była to złota era Guziorowej działalności.

Evil Things to kontynuacja Evil Twin.

Okładka dała mi dziwnego rodzaju nadzieję, że płyta mi się spodoba. Taki kolaż to, poniekąd, ilustracja działalności Guziora, a jeżeli wierzyć jego zapewnieniom – również odbicie jego życia. Jest UFO, jest śmieszny kot i goła baba, czyli wszystko czego potrzebuję od dobrego albumu.

Co nowego oferuje nam Guzior? Słyszałem z pewnych źródeł o niemalże niepodważalnej istocie, że płyta to nic nowego. <Ta osoba> powiadomiła mnie, że czuje, że słyszała poprzednią płytę w innym opakowaniu. Jako oręż w dyskusji służyły argumenty skupiające się na tym, że płyta jest zmontowana na jednym patencie; troche bangerów, coś o dziewczynach i coś o narkotykach. Czyżby?

Pierwszy track to taka jazda, że usłyszawszy go w domowym zaciszu rzuciłem wszystkie rzeczy, które robiłem, po czym położyłem się na łóżku i gorzko zapłakałem. Komplementom wobec 1. Uppercut nie było końca, i faktycznie – również wysublimowane grono moich muzycznych kolegów nie miało zastrzeżeń.

Słysząc wersy

Całe życie czuję jak bękart;
Szanuj swoją mamę, całuj ją po rękach

z początku złapałem się za łeb myśląc, że to jakiś dowcip, że będzie mi raper mówił po czym mam moją mamę całować. Dopiero po wtórym przesłuchaniu dotarło do mnie, że faktycznie – nie mam się czym pochwalić jeśli chodzi o moje respektowanie starszyzny. Ważne jest w wersie „czucie się jak bękart” – zmora naszych czasów i potwór czający się pod wieloma dziecięcymi łóżkami. Rozglądając się uchem po twórczości dzisiejszych raperów bez problemu doszukacie gości, którzy czują się podobnie.

Cały album funduje nam sporo tego typu wstawek, które na pierwszy rzut ucha brzmią jak banał… i faktycznie banałami są. Ten rodzaj truizmu przeplata jednak taka doza nostalgii, że czujemy się jak w poprzednim wieku – przez co znika gdzieś przeświadczenie o tym, że treść numeru ma być górnolotna. To wbicie się w emocje z numerami o prostym, tfu, przekazie.

Kolejny legalny album utwierdził mnie w tym, że Guzior padł ofiarą syndromu mikstejpów. Płyta jest różna w brzmieniach, i to tak skrajnie, że nie sposób będzie za parę lat wyznaczyć u tego gościa jakiejś drogi progresji. Nie oszukujmy się, większość słuchaczy mierzy progres tym, że kolejne numery im się bardziej podobają – co nie ma nic wspólnego z faktycznym postępem. Na płycie są bangery, są smutne bity z trąbkowym samplem, i są jakieś trapowe bujanki.

To nie jest zastrzeżenie do samych numerów, które ostatecznie wybrzmiewają co najmniej poprawnie. Chodzi o kompozycję tracków. Dla niektórych drobiazg, ale do czegoś się trzeba dojebać, no nie?

Featy jak zawsze – lepsze i gorsze. Szpaku położył wspaniałą zwrotkę w numerze 03. Ninja. Charyzma w jego głosie przyprawia o ciarki, szczególnie przy dobrym nagłośnieniu. Wspaniale odnalazł się na tracku w charakterystyczny dla siebie sposób – przez szereg nawiązań do chińskich bajek.

Nie mam sympatii do twórczości ReTo – tym razem również nie zostałem zaskoczony pozytywnie. Numer  operuje, świetnym skądinąd, porównaniem braku permanentności  tatuaży z henny do klasycznych, trwałych dziabek. ReTo wrzucił niemalże losowe względem Guziora wersy, które nijak mają się do reszty. Mixtape, nie album!

GUZIOR
Facebook
Youtube
Instagram

QueQuality
Facebook
Youtube
Instagram