Kaz Bałagane – Chleb i Miód – RECENZJA

0

Nowy Miodek.

Kaz Bałagane jest w topce moich ulubionych graczy. Często stosowany przez niego hashtag #płytarokucoroku jest, trochę żartobliwym, odbiciem jego podejścia do muzyki. Faktycznie – pewność siebie jest cechą której brak na scenie.

1. Zeit (Muzyka APmg)
2. Film /+Louis Villain (Muzyka: APmg,Chris Carson (Young Veteran$)
3. Nie Wal Z Dychy (Muzyka: Chris Carson (Young Veteran$)
4. Varitas (Muzyka: Geezybeats)
5. Festiwalove Love (Muzyka: APmg)
6. Monogram /+DMN (Muzyka: Worek,I`Scream)
7. Slowmo (Muzyka: SoDrumatic)
8. Piękny Sen (Muzyka: Loren Beats)
9. Z Wami /+Kizo, Szpaku (Muzyka: APmg)
10. Nowa Przypałowa Płyta (Muzyka: Wrotas)
11. Taxi (Muzyka: Jacon)
12. Szpital (Muzyka: Young Space)
13. Wpisane W Koszta /+Peja/Slums Attack (Muzyka: Michał Graczyk)
14. Alvaro /+Malik Montana, Smolasty (Muzyka: Worek)
15. Prof. Miodek (Muzyka: Michał Graczyk, Seven)
16. Nowy Miód /+Young Igi (Muzyka: SoDrumatic)
17. Lautpak /+Gicik A`mane, Młody Dron (Muzyka: Kesz)
18. Pałac (Muzyka: Ka-Meal)

Dodatkowy kompakt (tylko preorder):

1. Chleb I Miód (Muzyka: Worek, Swizzy)
2. Książe Niepożądek (Muzyka: Sergiusz)
3. Czasami (Muzyka: Friz)
4. Kulig 2 /+DMN (Muzyka: Worek,Swizzy)
5. All In /+Smolasty (Muzyka: Deemz)
6. 10 Minutek /+Borixon (Muzyka: Jacon)

Kaz jest postacią w rapie, i to nie tylko dlatego, że „jego pierwsze CD-ki pamiętają czasy, kiedy jaraliśmy brykiety” czy nawet dlatego, że „stworzył język, którym gadam z kolegami”. Jest przede wszystkim gościem, który robiąc płytę wie po co właściwie ją robi. Ostatnie albumy różnych gości ze sceny zdają się być ponurą konsekwencją „kariery” rapowej i tego, że coś wypadałoby wydać.

Chleb i Miód bawi i uczy od tytułu, przez „psik, psik, psik” aż po ostatni track. Efekt podbicia-psikania, mimo tego, że da się go usłyszeć w nie-kazowych numerach już sprzed kilku lat – został tutaj wypracowany do wyższej rangi. Kaznie robi murzynowa” – nie uświadczycie tutaj idiotycznego prychania pod generyczne cykacze z Fruity Loopsa.

Ucho do bitów to chłopina miał od zawsze. Przekonuje mnie jeszcze bardziej każda perła z jego Instagrama – jakiś czas temu wykonał fotkę winyla „TutuDavisa Milesa z dopiskiem „KMWTW” i dodał na swoje Instastory. Nazwałbym to ocieplaniem wizerunku, bo szczerze mówiąc – rozczuliłem się z lekka i po raz kolejny dotarło do mnie z kim mamy do czynienia. Post-G-Funkowe bity, flow poczciwego gościa który po prostu nie wali w chuja i jest pewną firmą, na którą można liczyć. „Robi jako raper, robi jako muzyk – jako budowniczy wiezie gruzy.

Czekam na jego wersy z nieopisanym zapałem. Oto kilka perełek z „nowej, przypałowej płyty”:

„Zalewam ją golami jak Bayern”
„Mój fiut to jak twoja głowa”
„Ty trochę ssiesz, ale trochę dobry też”
„Bywa, że ryj jak kartofel, innym razem jak milion złotych;
Min nie robię tu groźnych, żem obrotny jak fotel”
„Jak byłem małolatem
Dzwonił do mnie młody żul z fantem, z fartem”

A teraz ciekawostka – wszystkie pochodzą dopiero z jednego numeru – „Prof. Miodek„. Ha! Odbezpieczył lirycznego glocka. „Fajny rap, ale czasem rzuci jakimś dziwnym tekstem„.

Wiem dobrze, co lubią nastolatkowie, bo sam nim jestem. Lubią bekę, trochę truskulu, żeby pochwalić się użyciem słowa „realtalk” w rozmowie z kolegą. Kaz „nie ukrywa, że tego rapu słuchają też kasztany”. Wiele zwrotek wypłaca takim osobom nawet nie pstryczka w nos, lecz solidny, liryczny wpierdol. Bałagane jest królem beki, i każdy, kto śledzi jego działalność wie dobrze, że czasem dostarcza takie punche jak wyżej wymienione. Czy to nie jest trochę strzał we własną śledzionę (lub cokolwiek innego…)?

Mimo tego – jest jednym z niewielu gości którzy są w stanie zabrać się za numer i dosłownie go zaprojektować. Jest w tym coś mistycznego i tajemniczego. Kaz lubuje się w pewnym schemacie tematycznym, w którym skądinąd porusza się wspaniale. Mój ulubiony dowcip, chociaż to śmiech przez łzy, polega na opisywaniu jakiejś samicy gatunku ludzkiego, która nie grzeszy inteligencją. Poprzednio „kawa i hot-dog z żabki na schodach i słynny sos tysiąca wysp” („KanikułyNarkopop). Jeszcze wcześniej w numerze „Żbik” z płyty „Hugo Bucc 2” Jacek nawija tak:

„Ona nie wie kto to Breivik i co to Brexit
Nie wie czym jest breakbeat i jak smakuje miecznik
…ale lubi kotki”

Chodzi o typ dziewuchy który nie ma pojęcia o tym, co się dzieje na świecie. Podoba mi się, że autor nie wrzuca jej w sposób ordynarny – zauważa po prostu fakt, przy okazji wspaniale bawiąc się liryką.

To tylko kropla w morzu tematów wtórnych w twórczości Kaza Bałagane. Poprzednia płyta „Narkopop” była, według mnie apogeum jakości tematycznej i tego, dokąd jej autor długo zmierzał. Prawdopodobnie minie jeszcze trochę czasu zanim skończy się przyjemność z tego zakresu kwestii, ale póki co przychodzi nam się raczyć Chlebem i Miodem.

Płyta ma swoją oś fabularną na temat której nie chcę się rozpisywać, bo należy to ogarnąć samodzielnie. Numery fabularne przeplatają się z innymi. Pod żadnym pozorem nie jest to płyta konceptowa tematycznie. Cholernie problematycznym jest zrozumieć całość za pierwszym razem, właśnie przez resztę numerów, które mogą się delikatnie zlewać z głównym storytellingiem. Finał historii jest mocny. Bohaterowie są skąpani w warszawskiej mgle, którą czuć na kilometr.

Na płycie występują jeszcze dwa osobne storytellingi – upragniona trzecia część tryptyku kolejnych „Mefedronowe love” i „Talerzowe love„. Okazuje się, że „Festiwalowe love” jest najsłabszą częścią całości – zawód mnie chwycił za gardło, bo gdy ujrzałem tracklistę poczułem się w siódmym niebie. Drugim jest „Nie wal z dychy”, czyli poradnik małego narkomana i jednocześnie nauczka dla wariatów, którzy brną w świat, którego w ogóle nie rozumieją.

Chyba o tym jest to wszystko. O zagubieniu człowieka. O tym, że żeby wyjść do ludzi trzeba zeżreć MD-ka, bo inaczej ciężko jest patrzeć na te zmęczone codziennością mordy. O tym, że ta głupia dziewczyna to właściwie nie jest wybranka serca, tylko zamiennik prawdziwych uczuć, o które wszyscy walczą. Historie opowiadane na płycie mówią jasno o tym jaki los jest tajemniczy i nieprzewidywalny. Bałagane zdaje się być jedynym godnym spadkobiercą Sokoła w kwestii bycia obserwatorem i przekuwania tych idei na mikrofon.

Na płycie nie ma zbędnych rzeczy prócz featów. Niektóre, jak np. te z DMN grają ślicznie, ale z całym szacunkiem do kultowej postaci – zwrotka Ryszarda „Peja” Andrzejewskiego brzmi, jakby ktoś wrzucił dinozaura (co prawda, może i szlachetnego T-Rexa) do zagrody z zupełnie innymi zwierzętami, które w dodatku opanowały już nowoczesne efekty wokalne. Odklejone porównanie jest godne sytuacji, uwierzcie.

Borixon jako geniusz wszechświata radzi sobie jak król, i nikt nigdy mnie z tego przekonania nie wyrwie. Nie znam drugiego gościa „starej daty”, który w 2018 roku jest w stanie się tak dobrze odnaleźć. Od Wzgórza YaPa3 minęło przecież jakieś tysiąc lat. Tak się trzyma klasę!

Young Igi ze zwrotką. Nie byłem na to gotowy psychicznie, i nie jestem nadal. Prawdopodobnie najsłabszy numer, mimo tego, że Kaz wykonał zupełne przeciwieństwo. W innym wymiarze był już wróżbitą.

Są piękne tracki, o których można pisać godzinami. By sumować całość – powiem tylko, że Kaz Bałagane ma dwie opcje. Albo pociągnie całość dalej i nadal będzie jednym z najbardziej respektowanych raperów w Polsce, albo wykruszy się z tego wszystkiego ze względu na to, że jego formuła będzie blada. Osobiście czekam z wielkim zapałem na nowe rzeczy.

Parafrazując:

Kaz – realia życia w Warszawie.

A ja lecę, bo mam keine Zeit, synku.


Ocena 5/5 – Krzysztof Treppa dla Rapgra.eu.