Sklećmy coś razem, czyli kultura featu

1
Kultura featu, Felieton - Rapgra - portal o rapie, hip-hop

Kultura featu – dumnie to brzmi. Jednak czy jest to pojęcie leżące u podstaw rapu? Czy może coś, z czego korzysta cały muzyczny świat?

 

Kiedy przychodzi lepki wieczór, a do głowy zaczynają przylatywać pozmrokowe rozkminy, zdarza mi się zamyślić nad tym, dlaczego w ogóle, kurczę, ten rap tak uwielbiam. Oczywiście temat jest o wiele bardziej skomplikowany niż da się wyrazić w paru zdaniach. Szukałem więc paru podstawowych, wręcz fundamentalnych kwestii w rapie, które nadają mu inny wymiar.

Odpowiedź – jak to się zwykle zdarza – przyszła podczas popołudniowej nasiadówy ze znajomym w lokalnym parku. Podczas zażartej dyskusji wywiązał się długi spokojny dialog, na temat featowania. Otóż w rapie, jak w żadnym innym gatunku muzycznym, artyści współpracują ze sobą. Czuć te wszystkie połączenia, hip-hopową sieć powiązań, w których nawet najbardziej niepasujące do siebie elementy równania (można mieć pewność), kiedyś obok siebie wystąpiły bądź wystąpią.

Wspaniała myśl, kiedy uświadomisz sobie, że być może dwóch Twoich ulubionych raperów, totalnie polaryzujących się nawzajem, kiedyś nagrało lub potencjalnie nagra feata, gdzie będzie można przekonać się jak by brzmiała fuzja dwóch różnych światów. Jesteś w stanie złapać okazję przyrównania ich do siebie i wyciągnięcia wniosków. Oczywiście można wymienić wiele kooperacji słynnych muzyków i zespołów z poza rapu, jak chociażby supergrupy pokroju Audioslave, złożonej z członków Soundgarden i Rage Against the Machine lub (jako przykład piosenki) Bryan Adams, Rod Stewart i Sting w „All for Love„. Nie jest to jednak zjawisko występujące w większej skali, jednocześnie nie jest ona ich punktem charakterystycznym. Współpraca taka zawsze była powodem do wielkiego świętowania tak na poziomie kawałka, jak i na poziomie płyty. To świetnie obrazuje popularność zjawiska. Czuć to, że nie są one genetycznie wpisane w nurt, tak jak jest to odczuwalne w naszym ulubionym gatunku muzycznym.

W rapie czuć inny wymiar. W rocku i popie kooperacje najczęściej polegały na wspólnym tworzeniu warstwy muzycznej. Nawet jeśli jednak dochodziło do wspólnego pisania słów, to całość była tworzona syntetycznie, przenikając się jak promienie UV. Na naszym podwórku zaś sprowadza się to najczęściej (z wyjątkami) do warstwy tekstowej, i to w o wiele bardziej posegmentowanej formie. Tu każdy twórca ma swój ogródek do obrobienia, mimo że obaj kopią na tej samej ziemi. Daje to efekt nieporównywalny z niczym innym.

 

Kultura featu, Felieton - Rapgra - portal o rapie, hip-hop Sokół, Marysia Starosta

 

Jasnym jest, że rap sam w sobie nie istnieje w jednolitej formie, jest stale poddawany i zniekształcany przez nowe nurty. Ewoluuje w sobie tylko znanym, konkretnym kierunku. Dzięki temu mieliśmy wiele featów pomiędzy raperami a artystami z poza równania. Był taki moment w historii polskiego rapu, gdzie na czoło wysunęły się grupy hip-hopolowe, które w takich współpracach czuły się najlepiej, dając światu kwiatki pokroju „Sacrum„. Są też chlubne wyjątki, gdzie feat udawał się znakomicie. Nawet do tego stopnia, że często ksywki współpracujących artystów weszły do języka jak jedno wyrażenie. Doskonałym przykładem jest Sokół i Marysia Starosta.

Nareszcie mój ulubiony rodzaj featu/kooperacji, czyli featy producentów. Często gęsto, podczas słuchania kawałka przedkładam jego walory melodyczne nad tekstowe. Rzadko jest tak żeby kiepski muzycznie kawałek ze świetnym tekstem mi podchodził. Za to prawie zawsze mierny tekstowo numer ratuje dobra oprawa melodyczna. Dlatego kiedy nagle dwóch producentów łączy siły by coś stworzyć, a efekt przechodzi moje oczekiwania, zapominam o dobrych przykładach raperskich featów. Wtedy to te producenckie lądują w osobistej topce. Moim ulubionym przykładem jest tandem HattiVatti/Noon i płyta „HV NOON„, spełniający mokry sen łowcy featów. Nie dość, iż jest to kooperacja producentów, jest to także kopalnia featów raperskich, gdzie każdy kawałek rapuje ktoś inny, jednocześnie są oni podobierani tak, że każdy fan rapu, który zaczynał w okolicach 2001 roku, uśmiechnie się pod nosem.

 

Kultura featu, Felieton - Rapgra - portal o rapie, hip-hop Sokół, Marysia Starosta

 


Jak widać, featowanie leży u podstaw rapu, zakorzenione jest na tyle głęboko, że kultura featów przenika do wszystkich gatunków muzycznych, w dużej skali na razie na zachodzie. Ale kto wie? Polska scena goni zachód z prędkością Usaina Bolta. Może i u nas zaczną powstawać kooperacje rapu z innymi gatunkami, które dla odmiany będą nie „co najmniej strawne”, a nadzwyczaj smaczne, tak jakbym ja i zapewne wielu ludzi sobie życzyło. Na razie pozostaje rozkoszować się tym dobrem, które posiadamy, propsować je i mieć nadzieję na wspólne projekty naszych ulubionych twórców.


Jarasz się dobrą muzyką? Polub Nas!

1 KOMENTARZ

Comments are closed.