ZERO – Wywiad i premiera singla! – NASCAR INN

0

„To tak absorbujące, że z tych równań już nie wyjdziesz!”

O początkach Hashashins możecie przeczytać w tym artykule.

Siódmego kwietnia 2017 światło dzienne ujrzała pierwsza solowa płyta Zero o tytule „Ja to Ktoś Inny”.

JA TO KTOŚ INNY TO ALBUM ZAINSPIROWANY WĄTKAMI KORESPONDENCJI FRANCUSKIEGO POETY ARTHURA RIMBAUD. EKSPLORACJA OBSZARÓW ZWIĄZANYCH Z FILOZOFIĄ I WIARĄ PRZENIKA SIĘ TUTAJ ZE SWOISTĄ LITERACKĄ ILUMINACJĄ, W EFEKCIE OTRZYMUJEMY NIEJEDNOZNACZNY MUZYCZNY AMALGAMAT.”
– ZERO

Dziś, przy okazji premiery singla Concrete/1, a jeszcze przed premierą nowej płyty – Nascar Inn – przychodzi czas na wywiad dotyczący tego projektu.

Wyczekujemy kolejnego muzycznego zawirowania – „Nascar Inn”, które ostatecznie ma pojawić się w połowie marca. Nowy projekt przechodzi ze skrajności w skrajność, od oniryzmu i przenośni o charakterze poetyckim do ciężkich bitów, tematyki skoncentrowanej wokół przygodnego życia; do aut, dymu, demonicznej prędkości i wyuzdanych wersów. Z okazji tego wydarzenia, istotnego nie tylko dla zapaleńców z grona Hashashins – pragnę przedstawić wywiad z samym zainteresowanym.

ZAPRASZAM.

Jak się czujesz?!

Zależy od dnia, godziny, niekiedy nawet minuty…

Jak się czujesz w związku z płytą, obciążony zadaniami?

Czuję jakąś ambiwalencję, bo z jednej strony posiadam mocne umiejętności związane z wypychaniem tego wszystkiego na zewnątrz – o nich cale życie marzyłem i teraz w związku z uporem w końcu czuję się ich posiadaczem. Z drugiej strony jestem gościem, który nie wie gdzie właściwie jest. Napisałem dzisiaj przed południem taki wers:

„DZIŚ JESTEM SŁABY, KONAM PALĄC SETNY OBRAZ W DŁONIACH /
DLA OBCYCH CZŁOWIEK PRACY, W DOMU DUCH O SIEDMIU GŁOWACH…”

Coś takiego mnie spotyka teraz. Zawsze mówiłem, że spotykają mnie rzeczy nie w czas, ale może tak miało być. Kiedyś całymi dniami leżałem i miałem zaledwie szczątkowe pomysły i mnóstwo wolnego czasu, teraz mam bardzo dużo pomysłów, które domagają się zrealizowania i prawie w ogóle nie mam czasu. Kiedyś niczego nie kończyłem – teraz staram się wszystko kończyć. To trudne kiedy masz rodzinę, robisz doktorat, i masz na głowie od dwóch; do trzech przedsięwzięć związanych z zarabianiem pieniędzy. To jest właśnie ta ambiwalencja. Czasem czuję w związku z tym ogromną moc, innym razem to mnie przytłacza.

Cieszę się też, że już skończyłem tę płytę ?

No właśnie, to, o czym mówisz jest znaczącym problemem, szczególnie, jeśli chodzi o tworzenie muzyki. Gdzieś musi tkwić motywacja do takiej złożonej pracy. To raczej sama chęć tworzenia, czy coś „większego”?

W zasadzie… nie wiem. Jeśli chodzi o rap, to na pewno szybki efekt, wzrost skilla i próba utrzymania się na powierzchni. Zaczyna się coś w rodzaju strachu przed utratą umiejętności, w związku z odpuszczeniem sobie na jakiś czas. Inną sprawą jest „łatwość” – piszę muzykę prawie zawsze wykonując inne czynności. Nigdy nie siadam do pisania, bo tak nie potrafię. W porównaniu z pisaniem książki, albo pracą filozoficzną, rap jest po prostu łatwy. To droga kanalizowania emocji i myśli. Chociaż posiada swoje ograniczenia – jest przyjemna. Czyli w zasadzie, chodzi o pewien pęd; raczej nie mam pustych przebiegów od jakiegoś czasu i dziwnie się czuję, gdy nic nie robię i sobie folguję. Chociaż zdaje mi się, że reszta mojego świata i tak ma mnie za obiboka ?

Co myślisz o wywiadach? Wolisz hermetyzm w swoim przekazie, czy chcesz, by wszystko było jasne? Jakie jest twoje zdanie o Rap Geniusie (Pozdrawiamy redakcję!)? Swego czasu prężnie działaliśmy nad wersami, ale ja się delikatnie wykruszyłem uznając, że każdy samodzielnie musi dotrzeć do pewnych rzeczy. Uznałem, że jedynym rozsądnym wyjściem jeśli chodzi o Geniusa jest nadawanie tropu, ale nie dosłowne tłumaczenie.

Czasem mam wręcz dziką chęć wytłumaczenia się z pewnych rzeczy i widzę ogromną szansę na dopowiedzenie tego, czego nie udało się wyłuszczyć w muzyce. Właśnie w wywiadach chociażby. W zasadzie, hołduję metodzie „odwrotnej drogi”: kodowania i odkodowywania. Ja szyfruję, ktoś po tropach dociera do tego, co miałem na myśli. Tyle, że tak w zasadzie działa interpretowanie sztuki – mnie interesuje wartość dodana; przeskok jakościowy, który świadczyłby o tym, że moje teksty to nie tylko suma pewnych spostrzeżeń; że coś za nimi stoi. Ostatnio nazywam to coś „substancją„. Jeżeli coś się tam skrywa; jest tam obecna pewna siła, to ona może mieć moc przekształcania nie tylko ilości w jakość, ale zmieniania również wartości wyjściowej w zderzeniu z konkretnym odbiorcą, który ma swoje wnętrze, swoje doświadczenia, swój rozum – mam nadzieję. To już inny poziom hermeneutyczny, jest to również jakieś miejsce twórcze pomiędzy dziełem, a interpretującym. Jeśli chodzi o RapGenius, to denerwuje mnie to, że ludzie w prostych wersach szukają jakichś ezoterycznych treści; częste nadinterpretacje i niezrozumienie prostych punchy. Najlepszy przykład z tymi czarnymi dziurami w Aphelium: NO KURWA! Chodzi o nos, który wciąga proch przez stówę – wszystko okraszone jest metaforą szybkości, zaciąganie ręcznego przy stu kilometrach na godzinę; beton; kask i tak dalej. Po co kombinować jak coś jest podane na tacy.

Myślę, że po prostu ludzie przyzwyczaili się do doszukiwania nie wiadomo czego w każdym wersie na zasadzie błędu logicznego mówiącego o tym, że jeżeli coś występuje pasmowo ma charakter wtórny. Świetnym przykładem jest Gospel, który nagrał kilka mixtapeów z tekstami o niegodziwych stosunkach seksualnych i nadmiernych ilościach bzdurnie przyjemnych porównań – potem wyszedł numer na podstawie poezji Czesława Miłosza, następnie cała płyta o tytule „Jestem Smutny” i wszyscy byli poruszeni tą różnicą. Wydaje mi się, że to odruch słuchacza, który mniej lub bardziej refleksyjnie podchodzi do tekstów. Czasem skrajnie, w obie strony. Jesteś zadowolony z JTKI? Coś cię szczególnie zawiodło?

Ogólnie – jestem zadowolony; inna sprawa, że po prostu zostawiłem tę płytę już za sobą. Dużo się nauczyłem od tamtego czasu i widzę w niej wyraźniej te wszystkie nierówności, które dostrzegałem już wcześniej.

Czym zatem jest Nascar? Widać pewną skrajność w relacji do poprzedniej płyty.

Zgadza się. Od klimatów raczej rustykalnych, po science-fiction. W wielkim skrócie.


„Nascar to koncept, zmyślenie zakorzenione w żywym doświadczeniu, urojenie, literatura; Nascar to science-fiction, które już dzisiaj nie jest tak bardzo „fiction”; jest metaforą szybkiego i niebezpiecznego życia młodych ludzi i ich dobrowolnej duchowej emigracji poza nawias, jest miejscem ich spotkań, enklawą buntu, w której nad popielniczką pełną petów i niedopitym piwem czyn spotyka się z niedowładem, jest „słodkim więzieniem“, labiryntem hollywoodzkich scenografii, którego nie chcemy opuszczać, paradoksalnie, stanowi zarazem krajobraz pustynny, infernalną przestrzeń ograbioną z autorytetu, bogów i sensu. Świat Nascar jest jak Tytanic, na którym komfort i uśpiona czujność pasażerów sąsiadują bezpośrednio z katastrofą. Muzycznie i merytorycznie Nascar stanowi próbę odpowiedzi na pytane, czy warto rozgościć się na takim pokładzie; być może lepiej od razu rzucić się za burtę w ramiona nieznanych wód, lub spróbować przejąć władzę nad statkiem.”
-opis Nascar Inn ze strony Hashashins.


Po opisie płyty można wywnioskować, że Nascar Inn stawia na coś, co zwykłem nazwać >doświadczeniem<. Chodzi o to, co odróżniamy w odbiorze od jakiejś stałej normy; mowa o emocjach. Zdaje się, że w Nascar ważne jest to, co osoba czuje w danym momencie, podczas słuchania albumu. Oczywiście nie chcę stawiać treści na poziomie drugorzędnym, ale wiele elementów płyty dało mi do zrozumienia, że „szybkie życie” faktycznie działa na słuchacza. W trackach takich jak „Inferno” doszukałem się kilku zabiegów, które miały chyba dodać „jebnięcia” tym utworom. Podbicie „ja via acodin” brzmi jak przejście do osobnej sekcji utworu; mocno przypomina mi to „Szum” z płyty Ja to Ktoś Inny. Na ile faktycznie całokształt Nascar ma wprowadzać słuchacza w coś w rodzaju ekstazy? Jeśli tak, jakich użyłeś do tego środków?

Na pewno chciałem dotrzeć teraz do emocji mocniej niż do samego rozumu, czy jak to tam nazwać; chciałem wywoływać wrażenia i myślę, że mi się poniekąd udało. Przesycenie, przeładowanie, jakaś saturacja – to mi zawsze towarzyszyło i chciałem zawsze, żeby muzyka była czymś w rodzaju narkotyku. Nawet jeśli ma być podróżą niełatwą; nawet, jeśli ma przerażać – niech tak będzie. Chodzi właśnie o jakieś morrisonowskie „WAKE UP!„. Szkoda tylko, że każdy może wyłączyć to w dowolnym momencie. Tym zresztą tłumaczę niepowodzenie – w moim odczuciu przynajmniej – singla Rozz Williams. Co ciekawe, tematycznie ten numer broni również zła i przekraczania norm jako metody stawiania odporu pewnej uzurpacji – takiej mianowicie, że łudzimy się, iż można zapanować nad dobrem. To klasyczne odwrócenie wartości i ukazanie swego rodzaju fałszu obecnego w naszych obyczajach; naszej moralności i poczuciu tego, co nam przystoi, a czego powinniśmy się wystrzegać. Całe Nascar Inn bazuje na tym spostrzeżeniu i próbuje „cukier” współczesności ukazać jako coś obrzydliwego, i co najważniejsze, jako rodzaj subtelnie i niepostrzeżenie niewolącego narkotyku. Tym samym – te zabiegi są czymś w rodzaju kontr-narkotyku.

Na płycie w paru trackach nie ma refrenów. Taka ciągłość utworu też na to wpływa?

To wychodziło dosyć naturalnie… Tam gdzie nie ma refrenów, coś ciągnęło „pióro” dalej, by się nie zatrzymywało. W Inferno, jest pasaż zaczynający się słowami „niech pali się Paryż…„. On oddziela te ogólne sprawy od sytuacji bardziej partykularnej, która opowiada o mojej podróży do knajpy – to zresztą jest nieco zreinterpretowany fragment książki. W Aphelium natomiast chodziło o to, żeby nadać całemu utworowi charakter pętli, więc na partiach teoretycznie refrenowych wzmacniałem nieco ton wypowiedzi; wszystko miało odpowiadać metaforycznie poczuciu bycia zamkniętym w pewnym kieracie codzienności skazanej na powtórzenia w ciągach narkotycznych. Opisywane postaci jednak, jak i ich przygody, wymalowane są ambiwalentnie – nie wiemy, czy je lubimy i podziwiamy, czy jest nam żal i się brzydzimy, bądź boimy: to kolejny patent albumu… ale zbaczam z tematu. W 50INN chodziło o pewną introdukcję, dlatego nie chciałem tam dawać refrenów i ciągiem opowiedzieć w pięćdziesięciu wersach o tym, co mniej/więcej czeka na nas dalej. w zasadzie na całym albumie refreny są osłabione i sprowadzone do roli pasaży z kilku względów. Jest tylko kilka numerów o klasycznych refrenach.

Czy w takim razie nie powinieneś odejść od metafor na rzecz prostej w odbiorze łupanki do bujania karkiem? Skoro Nascar to szybkie życie w akompaniamencie poważnej arytmii serca, alkoholów mocniejszych od kobiet w negliżu i aut po których zostaje tylko kurz – czy w tym nie chodzi o samą formę?

Właśnie zupełnie nie! Mam wrażenie, że w NASCAR INN implicite pod warstwą tego korodującego lakieru, kurzu i makijażu jest schowana myśl dużo głębsza niż w JTKI. To znaczy – w JTKI kierowało mną pewne przeświadczenie metafizyczne, można powiedzieć, które nadal jest mi bliskie i które, na drugim planie, wciąż występuje w mojej twórczości i jest głównym zagadnieniem moich rozmyślań i pracy filozoficznej. Myśl NASCAR INN pod tym względem jest nieco bardziej polityczna; w tym sensie, że pokazuje pewne praktyczne konsekwencje tamtych założeń metafizycznych… rozważamy tutaj sprawy fundamentalne: co to znaczy „przekraczać” i czy to „przekraczanie” zawsze kończy się dobrze; czy można się zapędzić w kozi róg kontestując rzeczywistość; czy siła obecna w ludziach, którzy wypowiadają wszystkiemu i wszystkim nieposłuszeństwo nie obraca się zbyt często przeciwko nim samym tak, iż zamieniają się w swoje przeciwieństwo. Chodzi o to, co z tą siłą można zrobić. Z drugiej strony pokazuje skrajne konsekwencje odmówienia sobie udziału w walce, która dotyczy nas wszystkich – czyli skrajne konsekwencje bezrefleksyjnego poddaństwa; co ciekawe, jest to często posłuszeństwo wypowiedziane wolności, wartościom świata liberalnego, którym zaczyna się hołdować bezrozumnie nazywając tę postawę wolnością. Jak widać, sporo tego, ale powierzchnia może być odbierana w oderwaniu od tych przemyśleń. Wtedy faktycznie lepiej by było dla mnie, a już na pewno dla mojego portfela, gdybym się zaczął zajmować robieniem lżejszej muzyki ?

W takim razie – czy ubarwiłeś klasyczną dla ciebie, skomplikowaną treść w ramy Nascar? Czy może na płaszczyźnie tego, co opracowałeś jeśli chodzi o formę postanowiłeś zbudować wszystkie nawiązania i całą kwestię „przekazu”? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie w twórczości?

To chyba nie ma znaczenia. Faktycznie w NASCAR inicjatywę w pewnym momencie przejęły auta ?

Wydawało mi się to wspaniałym zrządzeniem losu. Nie chciałem na tej płycie całej maszynerii skomplikowanych odniesień budowanych na wzór silva rerum i w moim przekonaniu był to strzał w dziesiątkę – ta płyta ma więcej „substancji„. udało mi się także dużo rzeczy poukładać w głowie dzięki niej i wydaje mi się, że wpłynęła na moją pracę filozoficzną. Jedynym zaskoczeniem było dla mnie wsiąknięcie na powrót w świat, który – jak mi się wydawało – parę dobrych lat temu zostawiłem już za sobą. Pytanie, czy to ma znaczenie dla twórczości. Może inaczej: czy twórczość ma znaczenie w takim miejscu (nazywam je NASCAR), w którym się po tych kilku latach z powrotem znalazłem. Odpowiedź wydaje mi się prosta: dzięki twórczości jesteś w stanie wyciągnąć z tego ciemnego i naładowanego jakąś chtoniczną mocą miejsca coś więcej niż tylko pęd do śmierci i samozagłady. Jesteś w stanie skanalizować tę energię.

William Seward Burroughs powiedział:

„Jest tylko jedna rzecz, o której autor może napisać. O tym, co w momencie pisania jest pochłaniane przez zmysły pisarza. Jestem jak narzędzie, które absorbuje bodźce. Nie mam zamiaru narzucać ciągłości zdarzeń, fabuły, historii.(…)”

Jak się do tego odniesiesz w kwestii swojej płyty? Czy pisałeś wszystko na podstawie chwili?

Myślę, że Burroughs miał problem z ciągłością. Kojarzyła mu się z formą autorytarnie narzuconej władzy. Uważam, że bycie bez reszty zaabsorbowanym przez pewne wrażenie jest potrzebne, szczególnie w poezji. Mimo wszystko – dzieło potrzebuje struktur. Dlatego tak ciężko cokolwiek stworzyć po narkotykach; możemy zebrać materiał, ale nie tworzyć. Burroughs stał po stronie chaosu i w pewnym sensie był nihilistą – to cud, że stworzył tak wiele dobrych rzeczy, choć czasem mam wrażenie, że w pewnym momencie stał się zakładnikiem cut-upu i nieliniowości. Ja sobie zdaję sprawę z pewnych nieodgadnionych i – z naszej perspektywy – chaotycznych warstw rzeczywistości, ale bezpośrednie spotkanie z nimi nie pozostawia po sobie w nas żadnego śladu, albo jest on niekomunikowalny; raczej sami stajemy się śladem, coś w nas się zmienia. Kiedy jednak patrzę na świat, który jest językiem tych głębszych warstw, wydaje mi się on zadziwiająco uporządkowany; ma linie przewodnie, jak np. to, że drzewo powinno rosnąć w górę, a nie w dół. Człowiekowi – z całego świata przyrody – najtrudniej jest te linie znaleźć, stąd jego rozterki. Wydaje mi się, że to symbole i metafory – a to już struktury. Burroughs nie wierzył raczej w żaden cel i eschatologię, ja – przeciwnie. On zapewne uznałby to za dławiącą świadomość ideę, ja – przeciwnie. Nie widzę też sprzeczności w uznawaniu czegoś, co przekracza dychotomię „chaos i harmonia”. To prawie ZEN ?

Zauważyłem, że w 50INN wystąpił wers który mogliśmy usłyszeć już w filmie „Ja to Ktoś Inny”. Jak długo trwały prace nad płytą Nascar Inn?

50INN zacząłem pisać jeszcze przed zakończeniem prac nad JTKI. NASCAR z założenia miał być luźnym cut-upowym projektem o różnych bredniach: śmieci i ścinki na bigos!

Rozważam, czy nie jestem nadmiernie uważny, lecz mimo wszystko chciałbym zapytać – czy kolory w świecie Nascar pełnią jakąś szczególną rolę? W wielu utworach jest coś, co oparte jest w nawiązanie do jakiegoś koloru. Zamierzona akcja, czy przypadek?

Przypadek. Świat NASCAR ogólnie jest kolorowy 😀

Płyta zaczyna i kończy się osobnym trackami z podziałem na Intro/Outro. Jest to klasyczne zagranie, ale mimo wszystko, poprzednia płyta była szczególnym dowodem na to, że nawet w tak prostej rzeczy można ukryć coś więcej. Wcześniejszy podział na „Białe” jako intro i „Czarne” jako outro, tworzył „skalę szarości”, czyli właściwą treść płyty. Miało to ścisłą funkcję w koncepcie. Jak zaplanowałeś oba tracki tym razem? 

Tym razem to wejście do podziemia; pokazanie, co do zaoferowania ma „nowy ruch” – ruch oporu. Zapowiedzi są huczne, ale już tutaj czuć, że otaczają nas raczej mrok i wściekłość. Intro jest klimatyczne i to dzięki Ironicowi – ja wykorzystałem w nim wersy spisane kilka lat wcześniej, na poziomie pracy nad Ta’wil; nagle nabrały mocy, jakby tylko na to czekały. Outro to niespodzianka i płynne przejście od motywów jedynie sygnalizowanych w warstwie wizualnej i gdzieś tam spamowanych, a w tekstach pojawiających się okazjonalnie, albo wcale – do kolejnego projektu: książki. Outro jest w całości prozatorskie. Muzycznie nawiązuje do intra – też Ironic! Co ciekawe, „Czarne” z JTKI miało wyprowadzać w chtoniczną ciemność, pole etnicznych bezdroży. Po skończeniu JTKI wahałem się, czy pójść raczej w kierunku NASCAR, czy jeszcze mocniej uczepić się surowych motywów rustykalnych. Po głowie chodziła mi właśnie afryka; afrykański folklor. Projekt miał nosić nazwę Negerplastik, albo – na cześć JungeraAfrikanische spiele. Paradoksalnie, udało się dotrzeć do tego surowego i ciemnego miejsca przechodząc przez podziemia post-industrialnej króliczej nory, u wejścia której majaczy jaskrawy neon z napisem NASCAR.

Concrete/1 oraz Concrete/2. Cóż to za patent?

Concrete 1/2 to patent oparty już stricte na „autach”. Metaforyka przyspieszania, zmieniania biegów i wplecione w to wszystko wersy, o życiu na krawędzi, o byciu wykluczonym; byciu poza marginesem. Concrete 1 to czysta zabawa tym pomysłem. Concrete 2 to już zapowiedź wspomnianego wyżej motywu odwróconej hierarchii wartości, który swoją pełnię uzyskuje w numerze Rozz Williams. To rozterki Dostojewskiego i jego człowieka „iz podpolya” [przyp. red. – Notatki z podziemia (ros. Записки из подполья)], „człowieka smoka” z Zaratustry, którego cierpienie i szpetota jest obrazą dla samego Boga. Cierpienie i brzydota; margines i niesprawiedliwość są oskarżeniem wymierzonym w świat władzy, który na swoich banknotach wypisuje hasła w stylu: in God we trust. Są oskarżeniem rzuconym takiemu Bogu…

…albo tym, którzy takim Bogiem chcą się zasłaniać.

O czym jest Węzeł? Zdaje się, że to numer o szczególnie skoncentrowanej tematyce. Jesteś piewcą zjawiska dotyczącego upadku ludzkości?

Nie jestem. Nie lubię stwierdzeń w stylu: jest źle, to już koniec, możemy załamać ręce i się poddać. Uważam jednak, że diagnoza jest potrzebna w leczeniu. Węzeł – i znaczna część tej płyty – to pogłębiona diagnoza. Po drugie, chyba jako twórca jestem szczególnie uwrażliwiony na to, co się dzieje na świecie i dociera to do mnie ze zdwojoną mocą, albo po prostu tak, jak powinno docierać do wszystkich, ale z jakichś powodów zostaje po drodze zafałszowane. Kapuściński kiedyś powiedział, że telewizja odbiera nam możliwość osobistej reakcji na dane zdarzenie. Głównie chodziło mu o cierpienie. Wydaje mi się to cennym spostrzeżeniem. W dodatku – my dzisiaj jesteśmy znieczulani nie tylko przez to, że TV bombarduje nas złymi wiadomościami i zaczynamy obojętnieć; są też inne metody znieczulania – tutaj postawiłem na pierwszym planie technikę i technologię. Chciałem pokazać, że to są narkotyki i o ile „porządny obywatel” pluje na ćpuna, to taki ołtarz złożony z laptopa, telewizora, tabletu i komórki ma w domu niemalże każdy. Nie widzę dużej różnicy – sam jestem przecież ofiarą tej rzeczywistości i nie mówię, że siedzę w jakiejś jaskini w górach bez prądu i medytuję. Voneggut pisał kiedyś o kanarku w kopalni – i wydaje mi się, że ta wrażliwość jest jak śmierć kanarka, która staje się znakiem ostrzegawczym dla górników: jest świadectwem i nie zamierzam się przed nim uchylać. Pod Inferno, ktoś napisał komentarz: „nie będzie tak źle”. Problem polega na tym, że ja nie spekulowałem w tym kawałku o tym, jak będzie, ale opisywałem świat, który mamy pod nosem. Skoro ludzie go nie widzą, to ja osobiście czuję, że muszę im unaocznić chociażby fakt owej ślepoty.

Jak będą wyglądały kolejne teledyski?

Będą jeszcze klipy do Concrete/1 i Concrete/2.Nie chciałbym za dużo zdradzić. Pierwszy będzie klasycznym obrazkiem; może mały element zaskoczenia się tam pojawi. Drugi, to w pełni mój pomysł, od początku do końca – bardzo dziwny klip, w całości nagrany za pomocą Go-Pro; myślę, że ciekawy i wplatający te motywy poboczne, o których już mówiłem wcześniej w warstwę wyłącznie wizualną.

Dystrybucja albumu będzie prowadzona jakoś inaczej niż poprzednio, czy nadal zostajesz na stronie Hashashins?

Zostaję.

Na płycie pojawia się nawet słynne „skrrt!”, co kojarzone jest z niezwykłą prostotą w treści muzyce. Dodatkowo – ostatnio na live streamie z twojego Facebooka poważnie struła nas rozterka dotycząca tego czym jest trap. Łamiesz konwenanse?

Hehe, nie wiem. „Skrrt” jest spoko samo w sobie. Co to trap? Chyba faktycznie nie wiem. „Skrrrt” użyłem w bardzo – moim zdaniem – uzasadniony sposób i tylko dlatego się znalazło na płycie. Mój przyjaciel powiedział mi po przesłuchaniu tego numeru, że to najpiękniejsze „skrrrt” jakie słyszał. Jak już mówiłem: to miał być luźny album, więc dużo rzeczy robiłem z wielkim luzem i się nie przejmowałem, co ktoś sobie pomyśli, o takim skrrrt…

Winniśmy – jako słuchacze – oceniać prawdziwą muzykę po odpowiednio emocjonalnym „skrrrt”! To będzie nowy system rozliczania traperów na ulicy.

Ten challenge wygrał Pruszyn na samym początku numeru „Karty na stół”!

Czy ujrzymy kiedykolwiek film związany ze światem Nascar? Film „Ja to Ktoś Inny” odnoszący się do płyty wywołał bardzo pozytywne emocje.

Coś tam planowałem, ale na razie brak czasu mi w tym skutecznie przeszkadza. To miał być bardziej wywiad uzupełniony o jakiś dokumentalny footage na temat tego, jak doszło do powstania całej idei i wielopoziomowego świata NASCAR. Stąd moje nadzieje na to, że po książce (raczej w dalszej przyszłości) uda się też zrobić film fabularny osadzony w tym świecie, ale lekko skrzywiony w stosunku do perspektywy i ustawienia bohaterów w Nascar Pony. Sposób ukazania mnie w filmie JTKI zawdzięczamy w pełni Stefanowi Łazarskiemu; opowiedział to na prawdę fajnie i we wciągający sposób. Na co dzień nie jestem aż tak interesujący i skomplikowany, jak w tym filmie.

Czym jest „Nascar Factory”? Czy to na potrzeby wczucia się w koncept płyty i książki, czy po prostu chciałeś tam spokojnie nagrywać, a może to i to – coś jak Warhol Factory wspomniane w jednym z singli?

Coś pomiędzy tym wszystkim; rzuciłem hasło i się nim posługuję do teraz.

Chciałbym zarządzać czymś w stylu Warhol Factory 😀

Książka! „Nascar Pony” to projekt który mniej lub bardziej dyskrentnie zapowiadałeś od bardzo dawna. Co i jak?

Hmm… ciężko powiedzieć. Z tym przewidywaniem terminów to jest zawsze trudna sprawa. Mam teraz na głowie sporo rzeczy niezwiązanych z rapem i nie chciałbym składać obietnic bez pokrycia. Książkę trzeba przeredagować, uporządkować i dopisać to, czego brakuje, a co składuję w pewnych skrótach myślowych w „rękopisie”. Jak teraz o tym myślę, to mi się wydaje, że to niewiele pracy, ale kiedy zacznę w tym grzebać, to się może okazać, że jednak trochę to potrwa. Jest jeszcze jedna kwestia. Na pewno chciałbym uderzyć – po zasięgnięciu języka u ludzi, którym mogę co do tej materii w pełni ufać – do wydawnictw, zanim podejmę ostateczną decyzję o wydaniu jej tylko i wyłącznie w Hashashins.

„Więc szedłem czym prędzej do Nascar, pewny, że HermesA już coś ćpie. Z pewnością nie był to wyłącznie jeden rodzaj substancji – jego dom miał zawsze jedno okno więcej (chyba, że akurat pił, wtedy zawsze patrzył na jedno oko). To on miał przy sobie ZAPAS więc musiałem się spieszyć. (…)Po zmroku nasilały się przepiękne widzenia obrazów rzutowanych na siatkówkę oka, rojenia telewizyjne zagęszczały się niepomiernie, na każdy minimetr przypadał hektar kolorowych wymiocin emitowanych wprost do neuronalnych śmietników (…).”
-Fragment Nascar Pony

Dla osób, które nie są przyzwyczajone do takich wyczynów literackich lub po prostu nie spotkali się nigdy z czymś podobnym, Nascar Pony może okazać się bełkotliwą grafomanią i niczym więcej jak losowym, bezznaczeniowym splotem nienaturalnie połączonych wyrazów. Planujesz wtajemniczyć ludzi o co w tym wszystkim chodzi, czy wrzucić czytelników na głęboką wodę?

Wbrew pozorom nie będzie to bełkot, ale rozumiem obawy. Nie twierdzę, że to będzie książka dla wszystkich. Mój przyjaciel, który pomagał mi w researchach do Nascar Pony stwierdził po przeczytaniu wszystkiego, co zebrałem, że to gotowa książka i że jest w niej dużo filozofii. To są wizje, które jakieś zaczepienie tudzież punkt dojścia spokojnie w filozofii mogą odnaleźć. Tyle, że ta filozofia nie jest tam szczegółowo eksplikowana. Zdaję sobie sprawę, że przeciętny czytelnik weźmie do ręki np. Heideggera i to też dla niego będzie bełkot, mimo to wiadomo, że Heidegger jest wewnętrznie (do pewnego stopnia), spójny i zrozumiały. Więc o tyle, o ile mogę ręczyć za myśl, która jest w tej książce obecna, nie boję się tego typu krytyki. Zawsze mogę powiedzieć: „Nie zrozumieli…„. Nie będę na pewno wtajemniczał ludzi; swego rodzaju introdukcją z pewnością będzie płyta.

Jaką rolę pełni cut-up w twojej książce i jaka jest różnica między techniką zastosowaną w Nagim Lunchu?

Cut-up Burroughsa urasta do rangi metody, która staje się niemalże alegorią mechanizmów rzeczywistości. Ja – jak już wcześniej mówiłem – nie uważam, żeby rzeczywistość była tak chaotyczna. Oczywiście jest dużo bardziej skondensowana niż to, co pisarze metody selektywnej chcą z niej ukręcić, ale zawsze jest jakaś antena, jakiś przetwornik; dajmy na to – człowiek. Nikt nie ma dostępu do jakiegoś uprzywilejowanego, absolutnego punktu widzenia. Wydaje się, że widok z takiego punkt próbował poniekąd naszkicować James Joyce… stąd u Joyca przeładowanie, a u Burroughsa wrażenia rwane na części. Czy udaje im się stworzyć  absolutny opis choćby pięciominutowej przechadzki w ciepły letni dzień, kogoś zupełnie nieinteresującego, kto wiele nie myśląc rozkoszuje się otaczającymi go widokami? Wątpię. Oczywiście obydwoje byli genialni. Możliwe, że źle odczytuję ich intencje. Na pewno u Burroughsa był to również element walki ze skostnieniem i zwierzchnościami: władzą i liniowością, a ostatecznie władzą w ogóle. Myliłby się jednak ten, kto Burroughsowi odmawiałby usystematyzowanych przemyśleń, które w jego twórczości niewątpliwie są obecne. U mnie cut-up zostaje w zasadzie przekształcony i ostateczną władzę w dobieraniu treści posiadam ja jako piszący. To pierwsza różnica. Druga jest taka, że ja nie tnę gotowego „tekstu” i nie składam go na powrót (to, zdaje się, tylko jeden z wariantów pracy Burroughsa), ale porządkuję to, co z różnych przypadkowych źródeł do mnie dociera; składam w konstelacje i nagle, dajmy na to, wiersz na wzór japońskiego haikai puentuję zdaniem z kreskówki The Simpsons; w trip, który miota postacią wkładam pasujący do sytuacji i kontekstu tekst ze smerfów, a potem rozpiskę ramówki z gazety, w którym cytowany odcinek jest w skrócie, bardzo lapidarnie, opisywany; usilny błąd słownika w moim komputerze staje się podstawą do nazwania czegoś w książce, itp. Dużo korzystam z telewizji, reklam internetowych, tego, co usłyszę w radio. Tak powstaje ta wersja cut-upu. To druga różnica. Ostatnia to dobieranie miejsc, w których cut-up spełni swoją rolę… zauważyłem, że zmieniony stan świadomości, w którym selektywne postrzeganie zostaje jakoś nadwyrężone, powoduje odniesienie do pewnym nici przewodnich i na takiej zasadzie, jak w przypadku rzeczonych smerfów – umysł znajduje przejścia między jednymi spostrzeżeniami, a innymi; niejako fraktalnie przeskakuje pomiędzy planami, często się przenosi i wraca z powrotem znajdując w miejscu wyjścia coś łudząco podobnego, a jednak zmienionego, albo uchwyconego w innym aspekcie. Nie chodzi mi tutaj wyłącznie o narkotyki; są też nerwice, urojenia na tle religijnym, nawet usilne trwanie w trzeźwości potrafi wywoływać takie stany. Cut-up u mnie odnajduje swoją rolę właśnie w opisywaniu tego typu „zdarzeń psychicznych„. Jak już wszystkich zanudziłem na śmierć, to możemy przejść do kolejnego pytania 😀

Na czym polega spójność między płytą a książką?

Spójność jest w zasadzie tematyczna. Zarówno w książce jak i na płycie próbuję powiedzieć to samo, we właściwy dla każdej z tych płaszczyzn sposób. Motyw „proszku” jest wzięty z książki i smaczki takie jak opowieść z drugiej części Inferno.

Jak odnosisz się do krytyki? Również – jak podchodzisz do przesadnego pozytywnego oceniania twojej twórczości?

Chyba się do krytyki nie odnoszę. Jeszcze się nie spotkałem z żadną, jeśli dobrze rozumiem słowo krytyka. Jeśli chodzi o przesadne pozytywne ocenianie, to ostatnio na koncercie dziewczyna powiedziała mi, że jestem jej autorytetem; tego się boję szczerze powiedziawszy.

Na czym polega ten strach?

Na tym, że nie promuję najzdrowszego sposobu radzenia sobie z rzeczywistością. Wiele z zabiegów, którymi się posiłkuję może zostać nazbyt dosłownie odebrane. To podobny strach, jak przy wychowywaniu dziecka mając na uwadze to, co się samemu robiło i czasem nadal robi. To, co dla mnie dobre, niekoniecznie będzie takie dobre dla innych. Niekoniecznie też to, co mi się wydawało i wydaje dobre dla mnie, rzeczywiście takie było, ale należy już do sumy moich doświadczeń i dlatego staje się tworzywem sztuki.

Co z Line’ami i kolejnym Hashashins?

Napisałem ostatnio kilka nowych Line’ów, które są numerami bardzo nie w moim stylu; wszystko zmierza ku rychłemu zamknięciu projektu. Jeszcze tylko featy. Za Hashashins wciąż nie ręczę, ale niedługo na pewno pojawi się muzyczna niespodzianka od crew.
HASHA TO FRONT!

Co będzie dalej?

Chyba znów ucieknę do Afryki… 😉

Nie mam siły powoli, chyba powinienem trochę więcej czasu poświęcić rodzinie i filozofii. Wiem jednak, że nie jest łatwo uciec przed muzyką. Chciałbym też wskrzesić grupę Świt. Obiecuję to chłopakom już bardzo długo i bardzo długo zamykam różne rzeczy, żeby z lekką głową do tego podejść. Pojawiły się też pewne nieoczekiwane projekty, ale niewiele mogę mówić o tym. Ogólnie cała sprawa związana jest z nieco szerzej zakrojoną produkcją filmową. To miało w zasadzie być zlecenie  „z wolnej lancy”

Nieźle jednak się w to wkręciłem i jestem ciekaw co przyniesie czas. To praca nad scenariuszem; mam nadzieję, że otworzy kolejne drzwi… ukaże jakieś nowe możliwości, których wciąż jestem ciekaw.

Czyli to nie jest koniec!

Koniec to będzie po śmierci… chociaż i tak nie możemy być pewni… 😉


Nam – słuchaczom, pozostało już tylko czekać do premiery najnowszego projektu. Z pewnością możecie liczyć na recenzję Nascar Inn, która pojawi się zapewne niedługo po premierze albumu.

HASHASHINS TO FRONT!

 

Dla portalu Rapgra.eu
Krzysztof Horeb


Przydatne linki:
Zero
Instagram: https://www.instagram.com/odzeramusic/
Facebook: https://www.facebook.com/odzeramusic/
Hashashins:
Kanał Youtube: https://www.youtube.com/channel/UCZUrmhW6DpzlskAHFFIhI0Q
Facebook fanpage: https://www.facebook.com/haszaszins/
Instagram: https://www.instagram.com/hashashinslabel/