Młodszy Joe – „Joetown” – Recenzja

0
Młodszy Joe- Joetown - recenzja

Mojo JoJo znowu atakuje! Czyli Młodszy Joe – Joetown na fali!

 

„(…) Joe w każdym stylu może sobie robić co chce, hehe.”

 

– Tak Młodszy podsumował komentarze pod kawałkiem z PlanemBe. Czy miał rację?

Młodszy Joe to nowy zawodnik QueQuality, który zahaczył także o New Bad Label i Hashashins. Ma na swoim koncie wiele świetnych produkcji z racji na działanie nie tylko jako raper, ale także wyśmienity i dobrze prosperujący producent o pseudonimie Apriljoke. Jego dzieła mogliśmy usłyszeć na najnowszej płycie Deysa – The Tape of The Ninja. Będzie także do tego okazja na ostatnio zapowiedzianym przez Zero krążku, czyli Nascar Inn. Joetown zawiera nie tylko bity stworzone przez samego twórcę. W tej kwestii udzielił się również Ka-meal.

 

Raper Młodszy Joe

 

Jeśli chodzi o wygląd płyty, to wydanie zdecydowanie będzie bez podjazdu do chociażby ToTN czy płyt Quebonafide, aczkolwiek utrzymuje dokładnie taki klimat, który chciał temu nadać artysta. Przód okładki obwiedziony jest neonami. Możemy także dostrzec postać Mojo Jojo, którą wielu z nas kojarzy z Młodszym, a także napis „RESTORED„, który może w tym wypadku znaczyć ‚wznowienie’ lub ‚odbudowę’, co mogłoby mieć większy sens z racji rozpoczęcia działań w nowej wytwórni.

 

Młodszy Joe - Joetown

 

W tym momencie wchodzimy do Joetown. Wędrówka może nie być długa, ale Joe zdecydowanie poleciał tu w jakość, a nie ilość, co bardzo się w tych czasach ceni.

Aby przejrzeć teksty numerów trzeba ominąć neonowy symbol, który prezentuje mózg wcześniej wspomnianego złoczyńcy z Atomówek. Podobną grafikę znajdziemy także dalej i na samej płycie, co może symbolizować wejście do umysłu Młodszego Joe. Dodatkowo można udowodnić to wersem z kawałka Willa i Sake:

 

„Musisz w końcu zczaić, że to miasto żyje tylko w mojej głowie”

 

Zacznijmy więc zwiedzanie jego najgłębszych zakamarków.

 

Młodszy Joe - Joetown

 

Pora na przejażdżkę…

 

Artysta znany jest przez wielu z ostrych kawałków pełnych wulgarności i screamingu, ale tutaj zaprezentował on swoje inne strony. Rozpocznijmy jazdę od przystanku początkowego, czyli spokojnego Joetown, które już na wstępie przywołało mi wspomnienia melodii, którą można usłyszeć w Obozowisku Łotrzyc w Diablo II. Nie jest to dokładnie to samo brzmienie, ale pozwala słuchaczowi, który jest także fanem gry jakoś do tego nawiązać. Osobiście skojarzyłam Joetown własnie z tym, a co za tym idzie według własnych odczuć odwzorowałam miasto jako coś pełnego zła. My jesteśmy głównym bohaterem i zwalczamy to, co stało się skazą tego miejsca. Co w sumie by pasowało, patrząc na ten fragment:

 

 „Łazisz po tym mieście, tu co moment inne przejście.
Ja mam tu sklep przy zakręcie, nazywa się „Biżuteria na przyjęcie”
nowej duszy w tym zaklętym mieście”

 

Kojarzy mi się to z wieczną zmianą ułożenia mapy w trakcie gry, aczkolwiek to tylko moje odczucia, a chociażby „zaklęte miasto” dodatkowo potęguje efekt. Jednak sam kawałek odnosi się głównie do sfery uczuciowej i obaw o ponowne zranienie, co można wywnioskować po:

 

„Nie chce mieć wyjebane,
ale serio czasem muszę mieć.
Jak się wczuję znowu, będę czuł się jak śmieć”

Jest to bardzo przyjemny wokalnie wstęp, który już budzi wiele emocji.

 

Młodszy Joe - Joetown

 

Następnym przystankiem jest Rola, gdzie można usłyszeć zalążki prowadzące do lubianego przez fanów screamingu, ale to jeszcze nie to. Tekst ma swoją specyfikę, jakoby Joe miał swoją stałą rolę w społeczeństwie, z której wyszedł bez zadrapania, ale teraz coś się zmieniło. Przeszedł z roli drugoplanowej do jednej z głównych i sam stał się gwiazdą, dokładnie jak te, które podziwiał.

Czujna, czyli kolejny track na naszej drodze jest nieco fantazyjny w brzmieniu, ale emocje ani trochę nie opadają. Podczas słuchania można wpaść w trans, wokal jest aż zadziwiająco nazbyt przyjemny dla ucha, a refren brzmi świetnie.

 

Powrót do korzeni?

 

Podczas podróży nie zabraknie także dobrze znanego nam Edenu, który został nagrany we współpracy z Deysem. Tutaj standardowo mamy elementy lekkiej psychodeli i krzyku, które tak bardzo lubimy. Za to Sukces z PlanemBe jest czymś całkowicie odmiennym. Wielu spodziewało się, że będzie to kawałek robiony pod styl naszego drugiego reprezentanta QueQuality, jednak chłopaki mimo dużej różnicy pod kątem stylu, świetnie się tu uzupełniają, a track szybko wchodzi w głowę. Duży plus za inwencję twórczą tego typu! Choć kawałek zdążył się już spotkać z falą hejtu, to warto próbować nowych rzeczy.

Willa i Sake, czyli numer 6 na naszej liście, to lekka inspiracja anime Naruto, co nasuwa się po sformułowaniach „shinobi” czy „hokage”. Można wywnioskować, że Joe idąc swoją drogą od najniższego szczebla rusza po sławę i chwałę jako ktoś, kto będzie stać najwyżej. Ciężka praca i wykonywanie postawionych sobie zadań da w końcu oczekiwane efekty. Jednak w tracku Zawód ujawnia, że nadal robi za mało, że w jakimś stopniu zawiódł najbliższych, a jego marzenia są czymś odległym. Wielu słuchaczy zapewne odnajdzie się w tym tekście, sama potrafię odczuć go na własnej skórze w dużym stopniu, co jest dla mnie rzadkością. Fajnym akcentem jest tu brzmienie gitarowe charakterystyczne dla starych kawałków.

 

„Jestem obrażony na ten paskudny świat, teraz druga zwrota.
W międzyczasie Lil Peep gryzie piach, ja pierdolę zmarł mój brat.
Nie, nie uwierzę wam, dajcie mi spokój błagam was.
Najpierw Chester pętla, Peep umiera przez dealera.”

 

Jak Joe wspomniał na swojej stronie, chciał udowodnić, że może zabłysnąć świetną lirycznością, co miało być pokazane poprzez Dilerów śmierci. Mówi nam jak zmieniają się ludzie dookoła, że wszyscy gonią teraz za pieniądzem, a znajomi nie są już tymi, których pamięta z dawnych czasów. Wspomina także o młodym artyście, który niedawno zmarł przez narkotyki – Lil Peepie, oraz wokaliście Linkin Park – Chesterze Benningtonie.

Ostatni przystanek na tej wspaniałej płycie to Lament, który jest trackiem bonusowym. I to jest właśnie coś, na co większość czekała. Tak, tutaj Młodszy daje wokalny popis w postaci krzyku rodem z Hammer Die produkcji MVZR. Według mnie jest to idealnym zwieńczeniem i punktem kulminacyjnym tej opowieści.

Nie ukrywam, że parę razy udało mi się w tym roku zawieść na płytach, które dobrze zapowiadały się po pierwszych utworach, ale tu dając szansę już przy pierwszym kawałku nie zmieniłam nastawienia po przesłuchaniu całego krążka. Nie potrzeba było wielkiej promocji, ani kontrowersji, bo płyta sama w sobie jest genialna. I chociaż przed Joe jeszcze wiele pracy, to wyczekujmy jego sukcesów.

Ocena: 4/5

 



Rathnait

Lingwistka działająca jako tłumacz z języka angielskiego i pośrednio języków azjatyckich oraz modelka alternatywna i cosplayerka. Muzyką i fotografią zainteresowana od najmłodszych lat.

Odwiedź moją stronę
Zobacz wszystkie artykuły