BIAŁAS & LANEK – „POLON” – Recenzja

0
BIAŁAS & LANEK - POLON - Recenzja
BIAŁAS & LANEK - POLON - Recenzja

„Pa na to, pa na to, pa na to kolo!” – no dobra! Zobaczę, znaczy posłucham.

 

Osobiście jak nigdy nie przepadałem za twórczością Mateusza, to nie ukrywam, że wabikiem do zakupu tej płyty był Lanek (dawaj Lanek, dawaj Lanek). Z całego materiału, który chłopaki wrzucili przed premierą „POLONu” najbardziej spodobał mi się „Ganges„.  Oczekiwania były spore – sprostali.

 

BIAŁAS & LANEK - POLON
BIAŁAS & LANEK – POLON – Okładka

 

Pierwszy track i od razu uderza mocny bit. Kolega pokazał, że jest Chopinem rapu już na samym wstępie – bania  się buja, a i sam Białas wyrzucił z siebie trochę goryczy, aczkolwiek taka jest codzienność na szarych blokach. Większość z nas koloruje zielenią problemy dnia codziennego.

POLON„, czyli jak każdemu wiadomo radioaktywny składnik wynaleziony przez Marię Curie-Skłodowską, co świetnie podkreśla moc, która kryje się na tym krążku. Sam tytułowy kawałek mocno uderza w głośniki, a  Białas jak to Białas – skromnością nie grzeszy… ale nie ma ku temu zdecydowanie żadnych powodów!

Simia” już mocno przyśpiesza. Dobre BPM, dobra energia, dobry przekaz autora, z którym trudno się nie zgodzić, bo  ciężko walczył o to by osiągnąć szczyt, na którym niewątpliwie jest. Teraz pozostaje mu już jedynie to, by na nim pozostać. Refren jest bardzo oryginalny i wkręcający, spory pozytyw.

 

 

Osiedle Botox” daje nam możliwość wejścia w refleksje i przeanalizowania miejsca, w którym  się znajdujemy. Jestem pewien, że odbiorcy są po dwóch stronach muru, o których mowa w tym numerze. Lanek oczywiście sztos. Strasznie brudny, czarny sztos.

 

 

Skepta” – zajebiście działa na wyobraźnię porównanie, że jeśli chociaż raz widziało się luz Skepty wiadomo o czym mowa. Tłusty bas nie daje chwili by odetchnąć.

 

 

Na serio” wprowadza w melancholię – ale to już prywata. Świetny kawałek z dobrym featem Bedoesa. Borys po raz kolejny udowadnia, że jego rozwój jest prężny i nie mówi sobie stop. Wszystko jest bardzo spójne – trzej muszkieterowie unieśli się na wyżyny. Nie obyło się bez zapętleń.

 

 

It’s my life” nie specjalnie mi podchodzi, ale nie przeszkadza mi na tyle, bym musiał go pomijać gdy słucham tej płyty. Jedyne, co zwraca moją uwagę to gruby bas, który bardzo lubię i to on  mnie na tyle ciekawi, że jestem w stanie zaakceptować resztę.

Jeżeli chodzi o „Noah„, nie ukrywam, że Zui nie jest moją faworytką, bo bez autotune nigdy byśmy o niej nie usłyszeli. Dopiero po obróbce jej głos staje się znośny. Po prostu luźny track. Ciężko co kawałek chwalić Kamila, ale on nie ma na tej płycie gorszych momentów! Białasowi się to jednak zdarza.

No i zieleń, „Weed Carrier„, oraz mega zakręcony bit. Świetny wstęp do następnego numeru o tej tematyce, zatytułowanego „Fraktale„, któremu można poświęcić więcej czasu. Podkład, który idzie pod wokalem Mateusza zajebiście dudni, oraz jest czymś, co ciężko porównać. Ciekaw jestem, skąd Lanek brał inspiracje do tego wałka, bo nie wiem nawet z czym można by go porównać.

„Ja oczu nie mam już, a widzę więcej”

Bardzo zakręciło mi się w głowie. To stwierdzenie, z którym ciężko się nie zgodzić.

Ganges„, Quebonafide, Białas i Lanek – nie wyobrażam sobie, żeby ta trójka zbierając się do kupy nie urodziła bangeru. I tak też się stało, konkretny sztos z dobrym przekazem mimo tego, iż jest pesymistyczny. „How” to konkretnie nie moja bajka, więc pomijam temat.

 

 

W „BidzieLanek wystrzela jak petarda. Już czuję jak ten numer poniesie niejeden mój melanż i nie dwa! Gdy usłyszałem bit to od razu wiedziałem, że Sitek się na nim odnajdzie, bo szczerze nikt by w niego lepiej nie wszedł. Totalnie jego bajka. Mimo, iż nie należę do grona jego fanów to tym kawałkiem zapunktował. Kozak na wakacyjne wieczory nad wodą z drinkami i blantami w dobrym towarzystwie. Trochę za późno wyszedł ten numer bo zjadłby wakacje.

Xorcyzmy” to mocne uderzenie. Białas na pełnym wkurwieniu, co daje ciekawy klimat tej kompozycji. „Fake polo” to chwila odpoczynku po wcześniejszym numerze. Ciekawe przesłanie Białasa, który wytyka co nie co tym, którym loga przykryły wartości, które mają więcej sensu od oryginalnej koszulki. Ale ja nie tutaj miałem do czynienia z numerem, na który najbardziej czekałem z racji udziału Palucha. Byłem pewny, że ten duet na wokalu z Lankiem wystrzeli jak petardy w Sylwestra no i dostałem karnawał w Rio de Janeiro. Po Gangesie jest to numer dwa z tej płyty, do którego najczęściej wracam.

Na koniec „Puk puk„, numer na tłustym ciężkim bicie z mocnym basem – dobra kompozycja.

Podsumowując – płyta to jedno wielkie bragga w wykonaniu Białasa, bardzo odpowiada mi jej klimat. Jak już wcześniej wspominałem: tak jak wcześniejsze produkcje Białasa pomijałem, tak ta zapętliła się na dobre. Jest warta przetestowania i uwagi. Wręcz chciałem sprawdzić, czy może coś przeoczyłem i odpaliłem na Spotify „H8M4„, ale jednak przygodę z Białasem zaczynam właśnie od „POLONu” i nie wracam do jego starszych produkcji.

POLON” to teksty, nad którymi można się zastanowić, pomyśleć, zrelaksować się przy nich. Muzyka to jest prawdziwy majstersztyk. Wiedziałem, że będzie grubo, no bo w końcu to Lanek, ale w najlepszym optymistycznym scenariuszu nie przewidywałem, że aż tak zje scenę jeśli chodzi o bity.

 

Lanek – 5/5
Białas – 4/5
BIAŁAS & LANEK – POLON – 4/5




Jarasz się dobrą muzyką? Polub Nas!