TACONAFIDE – „SOMA 0,5 mg” & „0,25 mg” – Recenzja

0

Po pierwsze, TACONAFIDE to najbardziej niespodziewany duet roku. Po drugie, najprawdopodobniej najbardziej kasowy projekt w dotychczasowej scenie polskiego rapu, a po trzecie, to dobrze brzmi i chyba tylko tyle.

Duet, który tworzy Filip i Kuba, znani wszystkim jako Taco Hemingway i Quebonafide, połączyli siły. Dwie potężne ksywki na naszej scenie dały do zrozumienia, iż będzie to coś wielkiego, niebywałego, przełomowego i tak też się stało, ale głównie pod kątem komercyjnym, ponieważ „SOMA 0,5 mg” w szerokim stopniu tylko dobrze brzmi.

Otrzymaliśmy projekt opowiadający o dwóch raperach, będących na samym szczycie. Tytułowa „SOMA” to odniesienie do „cudownego” leku na szczęście, który pojawił się w wybitnej powieści Aldousa Huxleya – „Nowy wspaniały świat„. Książka opowiada o świecie, w którym ludzie są modyfikowani genetycznie i podzieleni na klasy społeczne.

Bohaterowie „Nowego wspaniałego świata” zażywali somę – uniwersalny specyfik, który zapewniał iluzję szczęścia i likwidował wszelkie niepokoje. Za dzisiejszą somę, raperzy uważają: sławę, pieniądze, fanów i uznanie szerokiego grona publicznego, co to daje tylko iluzję szczęśliwego życia, bo mimo tego raperzy nadal czują kontrast wyżej wspomnianych aspektów, z którym mierzy się większość artystów tego szczebla: samotność, presja, smutek oraz niezrozumienie.

Przechodząc jednak do sedna, otrzymujemy album opakowany, moim zdaniem, w na prawdę dobrze brzmiące bity. Słuchając go, śmiało stwierdziłem, iż jest to level wyżej, że jest to miód dla uszu, ale patrząc już na duet stwierdziłem fakt, że Kuba nie zrobił na tym albumie progresu. Mamy ten sam skill i technikę, która nawet nie wyróżnia się na tle „Egzotyki„, która jakby nie spojrzeć, jest w 100 procentach najlepszym i najbardziej wyjątkowym albumem w dorobku Kuby. Gdy tylko usłyszałem wieść o tym, że nasz Que pracuje nad nowym albumem, który miał być „Zorzą” razy dziesięć, sądziłem że wywoła to we mnie równe poruszenie, co sam wyżej wspomniany singiel. Tak, Kuba obnażył się z wielu osobistych myśli, lecz jest to bardziej narzekanie pokroju „jestem na szczycie, ale nadal mi smutno„. Pod tym kątem zawiodłem się na Quebie, lecz mimo wielu wad na tym projekcie i tak zaimponował mi w singlach takich jak chociażby „Sectumsempra” czy też „PIN” – dużo emocji i bardzo melancholijny styl, jak najbardziej na plus.

Taco Hemingway zaś w dużym stopniu zadziwił. Po bardzo nostalgicznym „Szprycerze„, sądziłem że nie będzie to dobra symbioza z Kubą. Filip zaś pokazał pazur chociażby w bardzo bangerowych, „Kryptowalutach” lub „Nożu„. Dzięki temu projektowi postać Taco bardzo przykuła moją uwagę. Między Que a Taco, przeważa zdecydowanie Filip, który nadał tej płycie bardzo charakterystyczny klimat i bardzo wpasował się w otaczającą tą płytę melancholię.

Sam album słucha się bardzo przyjemnie. Jak wyżej wspomniałem, bity są na wysokim poziomie. Każdy numer ma swój klimat, który sprawia że nawet siedząc w pracy gdzieś pod nosem nucę swoje faworyty. Tematyka jest zaś bardzo jednolita. Bogactwo osiągnięte dorobkiem artystycznym, nieszczęśliwa miłość, samotność wśród tłumów i odmienność artystów od innych ludzi – i tak w sumie przez większość projektu.

Patrząc pod kątem wydania standardowego a preorderowego, w którym znaleźliśmy mixtape „0,25 mg” powtarza się sytuacja z „Egzotyki” Queby. Mowa tu o jeszcze cieplejszym przyjęciu przez fanów remiksów niż utworów z oryginalnej wersji. W przypadku poprzednika w dyskografii Kuby ogromne wyświetlenia, większe niż single z domyślnej płyty, zrobiły numery z EP’ek dodawanych do preorderu.

Na ostatnie zdanie dla standardowego wydania kilka słów o słynnym, sztandarowym „Tamagotchi„. Singiel, który na dzień dzisiejszy posiada 34 mln wyświetleń, bez udziału mojego melancholijnego gusta zdecydowanie jest najlepszym singlem zarówno tekstowo jak i brzmieniowo. Synteza obu artystów w tym numerze, wzajemne przeplatanie się wokalów Queby i Taco świetnie ze sobą współgra wraz z świetnym bitem, który generalnie kojarzy mi się z rapem z nieodległej przyszłości. Ogromny plus!

Sztandarowy numer dla preorderowego mixtape’u to zdecydowanie „8 Kobiet„, na którym gościnny refren i zwrotkę dał Bedoes. Czuć klimatyczną różnicę, w standardowej wersji ciężko odczuć wyjątkowość i trudną do opisania energię przeszywającą ten numer w remiksowym wydaniu. Bedoes po raz kolejny pokazuje tu swoje niebywałe zdolności i udowadnia że jest to raper zasługujący na sporo uwagi. Technika Bedoesa zwłaszcza w refrenie na tym bicie mocno przypomina mi Lil Peep’a. Sądzę, że ten zabieg nie jest przypadkowy, zwłaszcza wsłuchując się w ostatnie wersy Taco –

Chcę już do niej wrócić, czekam aż założy szpilki, Jestem nowy Biggie, wtedy ona- młodą Lil’ Kim, Już nie widzę ludzi, tylko wszędzie wokół wilki, Pragnę żyć po śmierci kiedy leci nowy Lil Peep„.

Kolejny przypadek w którym remiks jest lepszy niż sam oryginał to „Ekodiesel„, w którym dodatkowa zwrotka Palucha nadaje jeszcze bardziej ciekawy klimat, zważając na fakt, że Paluch w dużej ilości przypadków wychodzi z tematem życia w trasie. „Leonardo” to numer, który jak wiemy otwiera mixtape, zaś potencjał tego numeru, energia i wyrazistość zmusiła do pytania – Dlaczego to nie pojawiło się na „SOMA 0,5 mg„? Jako że bardzo cenie sobie również klimatyczne i tajemnicze klimaty, moją uwagę przykuł numer „Moje demony uciekły uciekły na urlop„, na którym udzielił się Białas, wygrywając w tym utworze tematyką. Białas rzucił wyraźne wersy, mówiące o wygranej z starym życiem, co bardzo mi zaimponowało.

Na ostatnią prostą szczerze o okładce. Mam sentyment do rysunkowych okładek z poprzednich albumów Kuby i szkoda, że w tym projekcie również nie wykonano „kolejnego przystanku” w tym kierunku. Niby mała sprawa, aczkolwiek starsi fani Quebonafide mogli zwrócić uwagę na ten aspekt. Spory plus to Super Jewel Box, który od ostatnich lat jest rzadkim typem wydawania albumów choć moim zdaniem okładki tego typu są wytrzymalsze i bardziej żywotne od kartonowych wydań.

Otrzymaliśmy zatem album wyposażony w treść i muzyczną otoczkę, która budzi bardzo różnorodne emocje. Choć TACONAFIDE to progres u Taco a zastój w umiejętnościach Quebonafide, jednorodna tematyka, ciekawe bity, komercyjny sukces to album ten, w moich oczekiwaniach, miał być wielkim boom a otrzymałem pakiet wielu argumentów na tak i na nie. Mamy zatem album, który w ogólnym odbiorze słuchaczy jest to album neutralnie-dobry jakby to nie brzmiało, ciężko stwierdzić, iż „SOMA 0,5 mg” jest projektem złym i słabym. To po prostu neutralny twór, który z pewnością możemy nazwać kasowym sukcesem 2018 roku dla Polskiej muzyki.

Moje podium w „SOMA 0,5 mg” to: Sectumsempra, Tamagotchi, PIN i Kryptowaluty, zaś w mixtape „0,25 mg” zdecydowanie pierwsze miejsce zajmuje 8 kobiet zaś potem kolejno, Moje demony uciekły na urlop, Leonardo oraz Ekodiesel.

Albumy w mojej ocenie wypadły pod względem:

okładki: 3/5
warstwy muzycznej: 5/5
warstwy liryczej: 4/5
doboru gości: 5/5